Son

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 43 - Stracona nadzieja

Deszcz nie sprawił tego prostszym, dostatek kropli sprawił, że było ciężej, gdy patrzyłam przez kałużę łez, jak ponownie traciłam kędzierzawego porywacza, a szansa na odzyskanie go była tak mała, że prawie nie istniała. Wypaliła się iskra nadziei, straciłam ją, zostałam strawiona przez ciemność, gdy atakowały mnie okrutne emocje, i wpadłam w wielorakość, spadając głębiej i głębiej, a szwy rozdzierały się od wewnątrz. W każdej sekundzie moje serce było bardziej złamane.
Byłam całkowicie przemoczona deszczem, po policzkach ciekły łzy, a szloch przepływał przez moje ciało, sprawiając, że żałośnie drżało.
Nie zważałam na te wszystkie spojrzenia i rozmowy ludzi, którzy przed chwilą byli świadkiem rozegranej sceny; nie zważałam na to, że właśnie moja matka zmierzała w moim kierunku; nie zważałam na potulne próby Louisa, który starał się mnie pocieszyć, - ale byłam świadoma pustki wyłaniającej się w moim wnętrzu. Dziura w klatce piersiowej pochłaniała mnie, zżerała samotność, wywołując śmiertelny ból serca.
Chciałam, by wrócił i znów mnie porwał.
Ten cios był silny i zabójczy, mocny i nasilony, przytłaczający i zniewalający. Odczuwałam w piersi fizyczny ból, a moje opanowanie było całkowicie popękane i zniszczone.
- Birdy.
Zapalił się we mnie przebłysk gniewu i furii, tętno przyspieszyło, gdy mój wzrok padł na kobietę stojącą przede mną. Moje wściekłe spojrzenie przeniknęło przez jej ostrzegawcze, gdy gniew zaczynał kontrolować moimi szalejącymi emocjami. Byłam rozwścieczona, kiedy z krzykiem rzuciłam się na kobietę, która nazywała siebie moją matką.
Uwolniłam się z uścisku Louisa, który szybko podszedł do przodu i powstrzymał mnie, zanim zrobiłabym coś głupiego.
- Czemu to zrobiłaś?! - wrzasnęłam. - Dlaczego to, kurwa, zrobiłaś?!
Walczyłam z chłopakiem, bijąc go i kopiąc oraz robiłam wszystko, co w mojej mocy, by się uwolnić. Zastanawiałam się, po co w ogóle się z tym kłopotał.
- Puść mnie! - krzyknęłam. - Louis, puść!
- Wracamy do domu.
Moje zmagania całkowicie zostały zaprzestane, a ciało bezwładnie opadło. Patrzyłam na swoją matkę z kompletnym niedowierzaniem, które okrywało moją ekspresję, rozwarłam lekko usta, a moje oczy było skupione tylko na niej, by znaleźć jakiekolwiek uczucie, które wyrażałoby rozbawienie czy humor. Ona żartowała? Gniew się we mnie nasilał i był niepohamowany, nigdy nie czułam czegoś tak silnego.
Mój oddech był szybki i nierówny. Moje opanowanie było rozbite, ale wciąż kurczowo je utrzymywałam, by uniknąć całkowitemu załamaniu. Jednak moje próby były daremne, a przyszłość nieunikniona.
- Mój dom jest przy Harrym - odpowiedziałam. Mój głos był dziwnie spokojny, nawet nie mogłam wykryć gniewu, który powodował, że moje słowa drżały.
- Ten chłopak jest potworem, - splunęła - a więc twój dom jest z dala od niego.
- Nic pani o nim nie wie. - Usłyszałam szydzenie Louisa, jego głos był bardzo pewny i pełen wściekłości. Poczułam lekkie szarpnięcie, które spowodowało, że znajdowałam się dalej od swojej matki.
- Nie, Louis - mruknęłam zaniepokojona. - Przestań.
- Dokładnie, Louis, przestań - zakpiła. - Czas, by Birdy wróciła do domu. Musi odpowiedzieć na pewne pytania i wyjaśnić kilka spraw. 
Jej spojrzenie kroiło mnie na kawałki, a ogień w jej oczach niebezpiecznie ostrzegał, by Louis zabrał swoje ramię. Powinnam powrócić do słabszej wersji siebie, która nawet nie miała swojego zdania, aby uniknąć śmiertelnego niebezpieczeństwa. Smutek wewnątrz mnie znacznie powiększał swoje rozmiary.
Przygryzłam wargę, gdy łzy zaczynały wypełniać moje oczy, łączyły się ze starymi ścieżkami, plamiły moje policzki. Spojrzałam na matkę, która ani odrobinę nie wyrażała wyrzutów sumienia czy żalu, żadnego współczucia czy sympatii w głębi jej ciemnych oczu. Była obojętna, nawet nie miała łaski, aby spojrzeć z niezadowoleniem.
Gniew szybko zniknął i zastąpił go smutek, a serce było ciężkie i poranione. Załkałam głośno i uniosłam swoje ręce do owiniętych wokół mojej talii ramion Louisa, i uczyniłam to oczywistym, że starałam się udać do kobiety z ambitnym spojrzeniem i zadowolonym uśmieszkiem igrającym na ustach.
Nienawidziłam jej.
Pod każdym względem nienawidziłam tej kobiety.
- Nie, Birdy - rzucił Louis i choć wiedziałam, że jego gniew nie był skierowany w moją stroną, drgnęłam - Obiecałem Harry'emu, że się tobą zaopiekuję. Nie ma szans, że pozwolę ci wrócić z tą cholerną kobietą.
Jego oburzenie przypomniało mi Harry'ego, lecz on nie był tak silny i dominujący. Uśmiechnęłam się smutno z powodu jego obronnej postawy.
- A ty myślisz, że kim jesteś? - warknęła z wyrazem obrzydzenia na twarzy. - Nie wiem, co sobie myślisz, ale to - odwróciła się w moją stronę z niesmakiem - jest moja córka, więc idzie ze mną. Wróci do domu i wyjaśni policji, gdzie, do diabła, podziewała się z tym chłopcem, który zabrał ją z dala od nas.
- Kurwa, nawet nie mogę na panią patrzeć - odpowiedział wprost. - Chodźmy, Birdy.
Z bólem spojrzałam na swoją matkę, jej oczy zatrzasnęły się na moich okrytych cienką warstwą wody. Moje włosy były przemoczone, tak samo jak ubrania, które w nieprzyjemny sposób przylegały do ciała.
Rozdzierała mnie od środka udręka, na oczach wszystkich rozpadałam się. Fala smutku i żalu niezaprzeczalnie pogłębiła swój uścisk i zalała mnie w przytłaczającej masie. Przez to rozpadałam się na kawałki. Każde słowo, każda prawda, każde działanie oraz każda rzecz, która kiedykolwiek mi się przydarzyła, rozdrabniały mnie na miliony kawałków.
Co jeszcze miało się wydarzyć?
Co jeszcze mi się przytrafi? Co jeszcze przytrafi się Harry'emu? Co jeszcze przytrafi się nam? I co się z nami stanie? Pytania wirowały w mojej głowie, bezwzględnie szalejąc wokół umysłu, odbijając się od ścian czaszki i powtarzając wszystko od nowa.
Czułam, jakbym była obłąkana. Jakby moje psychiczne zdrowie kruszyło się pod moimi nogami.
Jedyne na czym mogłam się w tamtej chwili skupić, to surowe spojrzenie matki, które w milczeniu mi groziło. „Nigdzie nie pójdziesz”, mówiło, „nie ruszaj się nawet o centymetr”. Wiedziałam, jakie mogły być tego konsekwencje, gorsze niż posiniaczony policzek i serce.
Nie byłam nad wyraz dramatyczna ani nie przesadzałam - mój strach sprawiał, że była pewniejsza. Nie chciała, bym osiągnęła szczęście jeśli to było wbrew jej woli.
Wielu rodziców jest gotów zrobić wszystko dla swojego dziecka, ale tylko wtedy, gdy jest to coś, czego oni chcą.
My chciałyśmy kompletnie różnych rzeczy.
Ja chciałam wolności, Harry'ego i szczęścia.
- Wiesz, że nie powinnaś zostawiać porozrzucanych rzeczy, zwłaszcza gdy dotyczy to ludzi, którzy chcą zostać znalezieni.
Jej słowa przecinały mnie niczym ostry nóż, z łatwością i zadowoleniem przenikało do mojego serca, wykradając jakąkolwiek pozytywną emocję, którą mogłabym odczuć. Jakiekolwiek światło rozświetlające moją duszę przygasło do bezdennej mgły. Gorzki jad w jej głosie był jak trucizna. Prawie mogłam poczuć kwaśny smak w moich ustach, który już dawno powinnam wypluć.
Dusiłam się własnym szlochem, co powodowało wydobyciem jakiegoś dźwięku z mojego gardła. Przeniosłam swoje drobne ręce do twarzy, by na próżno tłumić głośny krzyk. Pytania zyskały swoją uwagę, podwajając siłę.
Ona nie dostarczyła żadnych wyjaśnień, tylko stała z zadowolonym uśmieszkiem, który malował się na jej ustach.
Znalazła na moim łóżku notatkę o miejscu pobytu Harry'ego, zgodnie z którą chciał, bym go znalazła.
Oddał się w ręce policji?
Słowa: „Wiem, co się ze mną stanie i jestem na to gotowy. Zasługuję na wszystko, co mnie czeka, za to, co ci zrobiłem” odbijały się echem w mojej głowie.
Harry oddał się w ręce policji lub przynajmniej zrobił to, co chciała moja matka.
Zaczynały mnie ogarniać różne emocje: furia, ból, zmieszanie, dezorientacja i niezgłębiony ból serca.
To było dla mnie zbyt wiele do uniesienia.
Fizycznie, jak i psychicznie. 
Moje gardło zacisnęło się, w klatce czułam nieprzyjemny ból, a oddech stawał się ciężki i nierównomierny, przeradzając się w płytkie oddechy, gdy dostawałam ataku paniki. Lęk zaczynał wkraczać do mojego krwiobiegu. Szloch był surowy i niepohamowany, okrutnie uczestniczył w oddychaniu, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. To nie miało sensu. Nie mogłam skupić się na Louisie, mojej matce czy tłumie, który zaczął się tworzyć wokół mnie.
- Tylko Harry potrafi mnie uspokoić. - To wszystko, co potrafiłam z siebie wydusić, jednak moje wołanie o pomoc zostało zagłuszone krzykami paniki i oburzenia, wołaniami o pomoc i wsparcie, zarzutami i argumentami oraz bardzo odległym dźwiękiem syren policyjnych, który byłam w stanie usłyszeć.
Pochłaniała mnie ciemność i traciłam świadomość.

~*~

Nie chciałam się budzić. Życie miało tendencje do rozpadania się, gdy nie spałam. Miałam pod dostatkiem smutku, ciążącego na moich barkach, kiedy zamrugałam powiekami po obudzeniu przez kogoś. Chciałam, by znów ogarnęła mnie ciemność, pobierając uczucie błogiej nieprzytomności, bez zmartwień, myśli, strachu i bólu serca, - bym przez chwilę zapomniała o tym wszystkim, bym przez jakiś czas nie miała do czynienia z życiem.
- Birdy.
Zajęczałam w proteście, apelując o coś, co w pewnym sensie nie wiedziałam, czym było. Błagałam o pomoc, ale nikt nie mógł na to poradzić.
Delikatnie potrząsnęłam głową i zacisnęłam szczelniej powieki. Zdałam sobie sprawę, jak mocno koncentruję się na ponownym zaśnięciu, jak moje włosy były przemoczone, podobnie  z ubraniami. Niechętnie podniosłam swoje ciało i spojrzałam na kanapę, na której leżałam w swoich poprzednich ubraniach.
Spojrzałam w oczy Louisa i miękki uśmiech wpełzł na jego usta, a współczucie i troska tkwiła w jego tęczówkach.
- Hej - wyszeptałam.
Jego uśmiech nie słabnął, a przejęcie w oczach było bardziej oczywiste, niż mogłoby się wydawać, podczas kiedy na mnie spoglądał. Nienawidziłam, gdy ludzie mi współczuli, nienawidziłam ciągłego bycia ofiarą, nie czułam, bym zasługiwała na troskę ani życzliwość. Gdy zauważyłam, że te wszystkie emocje oprawiły twarz Louisa, moje serce boleśnie zacisnęło się - Harry był jego najlepszym przyjacielem. To wszystko moja wina.
Gula w moim gardle rosła, łzy napływały do moich oczu, przygryzłam wargę, by stłumić szloch, który wkrótce i tak opuściłby moje usta.
- Tak bardzo przepraszam - żałośnie wymamrotałam. Mój głos był tak wysoki, że prawie piszczałam.
Ogarnęło mnie poczucie winy i nabrałam tak łapczywie powietrza, by się nie udusić, że nawet nie przyszło mi do głowy, aby zapytać, jak się tutaj dostałam.
Szybkim spojrzeniem omiotłam pokój, by zdać sobie sprawę, że oprócz Louisa w pokoju było jeszcze trzech innych chłopców. Wyraz twarzy każdego z nich wyrażał współczucie, nawet Liama, który samotnie siedział w kącie z ekspresją bardziej miękką niż zazwyczaj. Ponownie skuliłam się i przeniosłam swoje drobne dłonie do policzków, by zetrzeć ślady mojego chwilowego rozdarcia.
- Przepraszam - powtórzyłam.
- Birdy. 
Unikałam spojrzenia Louisa, potrząsając łagodnie głową oraz uporczywie wpatrując się w skrawek wilgotnej bluzy.
- Hej - zaczął delikatnie - dlaczego zawsze przepraszasz w momencie, gdy nie jest to potrzebne?
Mocno zacisnęłam wargi i znów pokręciłam głową w proteście.
- Nie - zapiszczałam. - To moja wina. Zostawiłam tę kartkę w pokoju, a on... ale... czy... on oddał się w ręce policji?
Louis oblizał wargi, starając się dobrze sformułować odpowiedź na moje pytanie. Spojrzał w stronę reszty chłopaków, szukając w nich pomocy, niemal niemo prosząc, aby ktoś odpowiedział na to pytanie, ale nikt się nie odezwał. Niall kręcił się zakłopotany, Zayn patrzył na swoje kolana, a Liam utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy, gdy jego usta się rozchyliły. 
- Harry... czy on... ja..  
- Mogę z tobą porozmawiać, Birdy?
Otworzyłam w szoku usta, zdezorientowana, słysząc prośbę Liama. To był pierwszy raz od czasu naszej kłótni, gdy się do mnie odezwał, a gniew nie zachwiał jego tonem. Nie patrzył na mnie, a jego postawy nie skażała nienawiść ani wściekłość, nie mogłam zdefiniować żadnych emocji, dzięki której odmówiłabym tej ofercie.
Kiwnęłam ze znużeniem głową, przełknęłam ślinę i wstałam.
Jeszcze nikt nie wyjaśnił mi, jak to się stało, że się tutaj znalazłam, ale zdecydowałam, że to nie czas, by zapytać.
W ciszy poszłam za nim do innego pokoju, nerwowo wpatrując się w podłogę. Liam zawsze mnie niepokoił, ale teraz była inna sytuacja.
- Wiesz, co się stało? - wyszeptałam, siadając obok niego na łóżku.
Kiwnął głową, a jego nos lekko zadrgał. Wydawał się prawie tak spięty jak ja, ale na próżno starałam się tego nie ukazywać.
- Miałaś kolejny atak paniki, a twoja matka powiedziała, że to całkiem normalne, i że nigdy nie wiedziała, jak nad tym zapanować. Zemdlałaś, a ona powiedziała, że kiedyś zdarzało się to regularnie. Lou się wkurzył i przyniósł cię tutaj. Zdenerwowała się i powiedziała, że później po ciebie wróci - wyjaśnił krótko i jak najprościej.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- Okej, w-więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać?
Wzrok Liama z bliska wydawał się jeszcze łagodniejszy. Jego oczy miały odcień ciepłej czekolady, takiej jak u mojego taty. On wciąż mnie niepokoił i przerażał, a słowa, które poprzednim razem wypłynęły z jego ust, wciąż bolały, ale nie mogłam sobie pozwolić, aby o tym wtedy myśleć. Moje serce było już wystarczająco przeciążone rozpaczą z zaistniałej sytuacji.
- Twoja matka jest suką - stwierdził.
Otworzyłam w szoku usta na jego dosadną szczerość, znów pokiwałam głową i zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, jakie to miało znaczenie i dokąd to prowadziło. Opanowało mnie zmieszanie, a pytające spojrzenie błagało go, by wdał się w szczegóły.
- Twoja rodzina nie jest idealna, a z tego, co wiem, to daleko jej do tego. - Jego wzrok skanował moją twarz, aż zatrzymał się na posiniaczonym policzku. - Obwiniałem cię za to, że twój... nasz ojciec miał mnie w dupie, ale to właśnie ty byłaś kozłem ofiarnym, byłaś kimś, kogo mogłem obarczyć winą. Chciałem cię nienawidzić, bo po prostu tego potrzebowałem.
Na chwilę odwrócił swój wzrok, zanim nasze spojrzenia znów się skrzyżowały.
- Jesteś irytująca i nadal cię nie lubię, ale jesteś też moją siostrą. A kiedy to wszystko się skończy, nie mam zamiaru się już na ciebie wkurzać. Minęło wiele czasu, który musimy nadrobić.
Uśmiechnął się do mnie i stanął naprzeciw.
- Chodź - powiedział z niechęcią - masz zamiar mnie przytulić, czy po prostu mam tu tak stać jak jakiś melon?
Odzwierciedliłam jego uśmiech i wstałam, by owinąć swoje ramiona wokół jego talii.
- Wciąż cię nienawidzę - wymamrotał, odsuwając się.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i pokiwałam głową.
- Też cię nienawidzę - powiedziałam bez przekonania.

Wszystko wydarzyło się w połowie drogi, gdy dobiegło pukanie do hotelowych drzwi. Dowiedziałam się, że zatrzymaliśmy się w pokoju, o którym Harry napisał mi na karteczce. Odkryłam również, że przebywał tutaj krótko przed tym, jak napadł na funkcjonariusza, który położył na mnie ręce. To jednocześnie mnie zasmuciło i ucieszyło, gdyż jeszcze czułam jego obecność.
Nie rozmawialiśmy ze sobą zbyt wiele, właściwie to wymieniliśmy niewiele słów. Z wielką niechęcią wyjaśniłam, jak doznałam tych urazów, odsłaniając w ten sposób, że siniaki są rozproszone po mojej skórze i sprytnie ukryte pod odzieżą. Za to chłopcy wyjaśnili mi wszystko, co wiedzieli o sytuacji Harry'ego.
Najwyraźniej to była decyzja, podjęta w ostatniej chwili. Dzień wcześniej powiedział Louisowi, że wracam do swojego starego domu i poprosił, by poinformował resztę chłopców. Jednakże Louis nie potrafił mi wyjaśnić powodów, dla których Harry tak postąpił. Nie wspominam już o tym, że nigdy nie będę miała możliwości go o to zapytać.
Louis starał mi się powiedzieć, że będę całkowicie bezpieczna i bardziej niż mile widziana u nich. Mnie to nie przeszkadzało, czułam wielką ulgę, że żaden z nich nie czuje do mnie urazy, ale nadal musiałam się tłumaczyć, że nie mogłam z nimi zostać.
Moja matka wytropiłaby mnie, choćby nie wiem co, już raz od niej uciekłam, nie pozwoliłaby, żeby to się powtórzyło - zwłaszcza po obietnicy złożonej Louisowi, że po mnie wróci.
I właśnie wtedy gdy głośne pukanie doszło do drzwi, hałas odbił się echem od ścian pomieszczenia, przenikając przez napięcie jak nóż, a między nami zapadła cisza.
- Nie pozwolimy jej na to, Birdy - zapewnił mnie Zayn.
I wtedy zrezygnowałam z walki.
Moja nadzieja była stracona.

~*~

Czułam urazę jakich mało. Uczucia były tak żywe i silne, że kłębiły się w moim żołądku, osiadając w moich jelitach jak kwas, paląc przy odrobinie pozytywnej emocji. Przytłaczała mnie nienawiść, to było ogromne, silne i nie do zniesienia uczucie skierowane w stronę kobiety, która mnie urodziła i którą nazywałam swoją matką.
Mogłam odczuć delikatne drżenia mojej klatki, wściekłość przenikała do mojego ciała, odbywając swoją nieuniknioną drogę na zewnątrz, falami promieniując ode mnie. Niezbyt często odczuwałam taki gniew, nie lubiłam kłótni i sprzeczek, ale emocje zjadały mnie od środka. 
W tamtym momencie ledwo odczuwałam, że byłam sobą. Straciłam tamtą osobę.
- Wystarczy mieć na nią oko. - Policjant zanotował coś w notatkach.
Ale jej wzrok już skupił się na mnie, była niczym głodny jastrząb, gotowa, by rzucić się na swoją ofiarę. Ona już badała mnie spojrzeniem, obserwowała każdy ruch, jakbym była kawałkiem badawczym pod mikroskopem.
Steve (mój tak zwany „tata”) i mama na chwilę spuścili ze mnie wzrok w momencie, gdy policjant wyszedł z pomieszczenia. Przygryzłam wargę, próbując utrzymać intensywność gniewu. Powoli obrałam drogę w kierunku drzwi, by wspiąć się po schodach i pozostawić tam swoje planowanie, ale gdy tylko wykonałam najmniejszy ruch, od razu zostałam za to skarcona.
- A ty gdzie się wybierasz? - zadrwiła moja matka.
Nigdy wcześniej nie odczuwałam takiego braku kontroli nad swoim ciałem. Miałam w sobie tak wiele gniewu i adrenaliny, uczucia się tak nasilały, że nie umiałam sobie z nimi poradzić. To wszystko było zbyt przytłaczające. Nie potrafiłam tego unieść.
Wzięłam głęboki oddech.
- Na górę.
Bez słowa odwróciłam się i szybkim tempem poszłam do drzwi, aby przyspieszyć swoją podróż, ale powstrzymała mnie przed tym ręka mojej matki, która owinęła się wokół mojego ramienia, zapobiegając ucieczce. Wydawałoby się, że jej dotyk zadziałał na mnie jak zapalniczka, która rozpaliła ogień - wściekłość wpłynęła do mojego samopoczucia.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam. - Nawet mnie, kurwa, nie dotykaj!
Moje oczy przedziurawiły ją na wylot, strzelając w jej oczy laserami. Przez chwilę wydawała się tym zdezorientowana, ale szybko jej gniew wrócił.
- Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób, jestem twoją mat...
-...Nie, nie jesteś! - przerwałam krzykiem. - Nie jesteś moją matką, nie jesteś moją przyjaciółką, nawet nie jesteś moją pieprzoną akwatintą! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię z całego serca! Nienawidzę w sobie wszystkiego, co związane z tobą - całe życie mną gardziłaś, wyśmiewałaś, dręczyłaś zarówno fizycznie jak i psychicznie, i na litość boską, mam tego dosyć! Mam dosyć ciebie! Mam dosyć tego domu i mam dosyć starania się być osobą, jakiej ty chcesz! Nie masz prawa nazywać się moją matką, bo ona nie bije swojego dziecka. On kochał i dbał o mnie. Właśnie dlatego uciekłam. Nie chciałam iść na studia, by zostać głupim prawnikiem - to twoje marzenie, nie moje. Uciekłam, ponieważ chciałam być wolna! I wiesz, co? - zaskomlałam. - Teraz nie ma go z nami, bo został zabrany z dala ode mnie.
Opadłam na kanapę, chowając głowę w kolanach. Popadłam w histerię i resztkami sił walczyłam. Zagubiłam się w próbie kontrolowania siebie i swojego dzikiego szlochu, który wydobywał się z mojego gardła, przedzierając się przez drżące wargi.
Moje serce tonęło w tak wielkim bólu, że trudno to opisać, nie było sposobu, by wyjaśnić jak to jest mieć złamane serce. Jak opisać sposób, w jaki twoje serce powoli pęka, nim jedno uderzenie powoduje, że całkowicie się rozpada? Jak możesz powiedzieć komuś o sposobie, w jaki odłamki serca bezsilnie i beznadziejnie leżały na podłodze, bez możliwości ponownego złożenia go w całość? Jak wyjaśnić ból, niezgłębioną męczarnie, napady złości i łzy?
Nie możesz. Nie możesz wyjaśnić złamanego serca. Nie możesz tego wyjaśnić, ponieważ nawet najbardziej przejmujące słowa nie oddałyby tego jak naprawdę się czujesz, trzymając swoje serce podzielone na dwie części.
Czułam przed sobą obecność mojej matki, silny zapach jej perfum zainfekował moje zmysły, małe, czyste obcasy stały przede mną. Powoli uklękła, a jej ruchy były niemal ostrożne. Delikatnie położyła dłoń na moim ramieniu, zmuszając bym spojrzała na jej załzawione policzku i smutną twarz. I wtedy równie delikatnie chwyciła moją szczękę.
Klaps! 
Westchnęłam zarówno w szoku jak i bólu, mój policzek okropnie piekł. Nie widziałam swojej twarzy, ale wiedziałam, że skóra była czerwona i cała załzawiona. Mój płacz nasilał się, chciałam dotknąć miejsca, które mnie bolało, ale uprzedziła mnie dłoń mojej matki. Opuściła moje ramię po to, by jej ręka zetknęła się z moim drugim policzkiem.
- On nie został zabrany - warknęła gorzko, jej słowa przesiąknięte były jadem - on cię opuścił.

~*~

Złamałam swoją obietnicę, ale Harry również złamał swoją.
Wpadłam w histerię, gdy mama wyjawiła mi zimną prawdę. Pobiegłam na górę, gdy łzy obficie zaczęły spływać po moich policzkach. Moje serce nie poradziło sobie z tym ciosem, nie po tym, ile już wycierpiało po tych wszystkich wydarzeniach - surowa prawda, która była dla mnie zbyt wielkim ciężarem. Czułam, że zaczynam tonąć coraz niżej i niżej, a każde pęknięcie rosło i rosło, serce łamało się i łamało każdym momentem, który minął.
Siedziałam na podłodze w łazience, nerwowo wyczerpana katastrofą, która zeszła do chaosu i zmieszania, gdy minuty wlokły się w nieskończoność.
Złamałam swoją obietnicę.
Mój umysł pracował chaotycznie, gorączkowe zmieszanie zimnej prawdy i niepożądanych uczuć z hańbiącej biedy i miłości, które teraz były stracone. Nie byłam stabilna emocjonalnie, jednak poza tym krucha, tak delikatne, że już zniszczona. Nie byłam silną osobą, byłam słaba. Nie stałam surowo i srogo, lecz moje nogi drżały od ciężaru, jaki nosiły moje barki. Poczułam bolesny ścisk serca, który musiałam znieść.
Z zewnątrz nie było to takie trudne. Zbyt łatwo wpuszczałam do siebie ludzi, moje serce nie było chronione wysokimi murami, ale nosiłam to na swoim rękawie. Serce schowałam w rękawie, gdzie ludzie mieli do niego zbyt łatwy dostęp, by je zranić i się nim zabawić.
Myślałam o obietnicy, którą złożyłam Harry'emu, gdy w mojej dłoni znajdowała się żyletka, ale potem przypomniałam sobie to, co on obiecał mi.
„Nigdy nie pozwolę ci odejść”.
Nie zrobił tego, bo najzwyczajniej mnie zostawił. Nie zabrali go, sam oddał się w ręce policji. Zostawił mnie.

Dni mijały. Wydłużały się. Łączyły się z następnymi, a ja nie pamiętałam obecnej daty. To było dla mnie jak niewyraźna plama, której nie potrafiłam rozszyfrować. Straciłam rachubę w czasie. Nie odzywałam się, ledwo jadłam i prawie nie spałam. Nie byłam żywa. Rozprawa Harry'ego była coraz bliżej i miałam nadzieję, że moja nadzieja nie przygaśnie razem z tym. Nie chciałam się budzić, bo wiedziałam, co szykuje kolejny dzień. Nic, tylko ból serca i odrętwienie.
Najbardziej bolało mnie, że nie powiedziałam Harry'emu, że go kocham.
Mogłam go już nigdy nie zobaczyć, a on już nigdy nie poznałby prawdy. Nigdy nie dowie się, że też go kocham. Nigdy nie dowie się, ponieważ mu nie powiedziałam.
Moja matka powiedziała policji, że on mnie porwał i z tego, co wiedziałam, on temu nie zaprzeczył. Przyznał się do winy, pomimo tego, że nie było na niego dowodów. Ona nie miała pojęcia o prawdzie i myślała, że jej plan jest świetny. Ale ona nie znała prawdy i nie dopuściłabym, żeby ją poznała.
Nie chciała wierzyć w moją ucieczkę, zmusiła radnego, by mnie odwiedził.
Moja matka wierzyła, że Harry mnie nie porwał, ale robiła wszystko, co w jej mocy, by inni tak myśleli.
Jako prawnik walczyła przeciw niemu.
Pomagała w skazaniu go, bez względu na to, ile płakałam i błagałam, by tego nie robiła.
Uwięziła mnie w areszcie domowym, byłam pod jej czujnym okiem lub Steve'a, kiedy ona ciężko pracowała. Ponownie zostałam zamknięta w klatce, która zdecydowanie była dla mnie za mała, w której nie mogłam znaleźć miłości i troski, a chęć ucieczki była bardzo optymalna. Ale nie mogłam wylecieć, bez względu na to, ile potrzeba paliwa do mojego pragnienia, by uciec. Utknęłam, rozżalając się nad sobą i rozpaczając.
Westchnęłam ciężko, nerwowo ciągnąc za rękawy swetra Harry'ego. Koniecznie musiałam ukryć tusz na ramieniu, jak i rany na nadgarstku, koniecznie nie mogłam pozwolić, by jeszcze jakaś tajemnica wyszła na jaw.
Siedziałam na łóżku ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywałam się w podarte resztki zdjęć, które dał mi Harry. Wróciłam do domu, by znaleźć rozdrobnione kawałki leżące na podłodze. Nic nie powiedziałam swojej matce. Nie chciałam dawać jej satysfakcji z tego, jak bardzo mnie to boli, choć już to wiedziała.
Następnego dnia miała się odbyć jego rozprawa, ale nie mogłam na nią pójść.
Steve miał zostać ze mną w domu. Nie mogłam się zbliżać do sądu, choć nie wiedziałam, jakie ma znaczenie, czy tam będę czy nie. Nie pozwolono mi, bym mówiła. Moja matka była dobra w swojej pracy, tak dobrze przekręciła fakty w fałszywe informacje, a gdy odbyło się oficjalne przesłuchanie moje usta nawet się nie otworzyły. Nie zdawałam sobie sprawy, że jej pomagam.

Tej nocy miotałam się i obracałam w łóżku, do czasu aż nie leżałam nieruchomo i modliłam się, by przyszedł sen, myśląc, jak pochłania mnie ciemność. Nie chciałam się budzić, chyba że obudziłaby mnie twarz mojego kędzierzawego zdobywcy.



Zostaw po sobie komentarz.
Możesz również wyrazić swoje zdanie na twitterze z hashtagiem #LittleBirdPL.

22 komentarze:

  1. Płacze oni muszą być do cholery razem no! !:(((

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział! Biedna Birdy :((

    OdpowiedzUsuń
  3. Popłakałam się i teraz nie potrafię przestać. I zadaje sobie pytanie dlaczego? Mam nadzieje, ze spotkają się i jeszcze będą razem.

    trochę długo było trzeba czekać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam dzisiaj świetny humor, ale teraz to już raczej nieaktualne. Od początku do końca rozdziału płakałam jak głupia. Boże to ff jest tak świetnie pisane, że nawet nie potrafię tego określić słowami. Poza tym świetne tłumaczenie, więc tutaj kolejne pokłony aprobaty. Birdy jest tak kruchą osobą, że aż się chce płakać. jej matka za to, jest wredną szmatą i moim zdaniem, nie zasługuje na to, aby nosić miano czyjejkolwiek matki. Anyway, mam nadzieję, że wszystko się ułoży w życiu Birdy i Harry'ego. Warto było tyle czekać za rozdziałem :) ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgaszam się z osoba powyżej, te fanfiction jest pisane bardzo dobrze i wkład w tłumaczenie nie idzie na marne,bo to jest tez na bardzo wysokim poziomie :)
      Płakałam przez cały rozdział, ale cieszę się ze Liam się pogodził z Birdy,mam nadzieje ze to właśnie on jej pomoże :/
      Boje się ze już więcej Harry nie zobaczy Birdy,tak nie może być, oni muszą być razem

      Usuń
  5. KURWA JEJ MATKA TO TAKA SUKA
    biedna Birdy:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, nic mnie to nie obchodzi, ale Harry musi zostać uniewinniony, haha.
    To opowiadanie jest niesamowite.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, kiedy wszystko już się wyjaśni :).

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział! <3
    czekam na dalsze części :)
    jestem zachwycona tym blogiem!
    czekam na dłuższe rozdziały :>
    http://art-of-killing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. dodaj szybko nexta błagam ja nie wytrzymam bez kolejnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  9. jeju cudowny *.*
    czekam na nn ! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdzial az sie poplakalam. Kiedy nn? . Xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo współczuję Birdy. Nie wiem, czy udźwigłabym to wszystko, gdybym była na jej miejscu...
    Czekam na kolejny rozdział x
    @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  12. Do jasnej cholery! Oni muszą być razem! Płaczę ;( Biedna Birdy. Nie nawidzę jej matki! Harry się nie da, wiem to! Z niecierpliwością czekam na nexta ;3

    Pozdrawiam i powodzenia w następnym tłumaczeniu rozdziału xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Do jasnej cholery! Oni muszą być razem! Płaczę ;( Biedna Birdy. Nie nawidzę jej matki! Harry się nie da, wiem to! Z niecierpliwością czekam na nexta ;3

    Pozdrawiam i powodzenia w następnym tłumaczeniu rozdziału xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Boze oni maja byc razem czlowieku .
    PS oplacalo sie czekac

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezu nie wierzę, przeczytałam te rozdziały w ciągu jednego dni i muszę czekać aż pojawi się nowy. Genialny fanfiction ❤

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie spodziewałam się że Harry da jej odejść. Co będzie dalej? Czekam na rewelacyjne tłumaczenie :P

    OdpowiedzUsuń
  17. przeczytałam całe ff w 2 dni i jestem w nim zakochana
    niech juz bedzie niedziela, potrzebuje wiecej rozdzialow :(

    OdpowiedzUsuń
  18. O kurczę...Jak ja nienawidzę jej matki! To taka suka! Harry musi walczyć i wrócić do Birdy! Kocham to ff <3 Już czekam na następny, który mam nadzieję bedzie pozytywny i nie bede na nim płakać ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Od początku do końca płakałam i nie mogę uwierzyć,że jej własna matka jest w stanie postępować z nią w taki sposób :( :O To opowiadanie należy do moich ulubionych i już zagościło na chyba na dobre w moim sercu,tylu emocji naraz rzadko doświadczam <3

    OdpowiedzUsuń