Son

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 36 - Okrutny cykl

Nie mogłam zdefiniować moich emocji. Harry przykuł mnie do łóżka, w tym samym miejscu i tę samą rękę, co za pierwszym razem, gdy odkryłam swój los. A potem mnie zostawił bez słowa wyjaśnienia. Tak bardzo chciałam płakać, by wszystko z siebie uwolnić, ale nie mogłam tego zrobić. Nie miałam w sobie łez. Nie płakałam, choć tego pragnęłam, jedynie pozwoliłam sobie na czucie.
I tak minuty wlokły się w nieskończoność, a pustka i samotność coraz bardziej mnie przytłaczały. Więc milczałam, nie będąc w stanie, by zrobić cokolwiek. Nie mogłam nawet zmienić pozycji, gdyż przypięta ręka wisiała bezradnie, a kajdanki powodowały dyskomfort. Potarłam czerwony nadgarstek.
Byłam nieświadoma, ile czasu minęło. To mogła być kwestia zaledwie kilku minut lub godzin, kiedy leżałam wręcz nieruchomo. Zdziwiłam się jednak, gdy usłyszałam ciche kliknięcie i powitała mnie ciemność.
Podniosłam głowę, zmarszczyłam brwi i szarpnęłam ręką, na co w momencie jęknęłam z bólu.
- Harry? – zawołałam.
Moją pierwszą myślą, a raczej nadzieją, było, że to Harry i jakiś durny psikus. Przygryzłam wargę, desperacko próbując uwolnić nadgarstek i obserwować pokój, by odkryć, co się dzieje. Niestety, na próżno.
- Harry! – krzyknęłam i zaczęłam mocniej szarpać kajdankami, krzywiąc się, gdy metal ocierał się o skórę. – Harry!
Dotknęłam stopami podłogi, zacisnęłam wargi i lewą ręką spróbowałam uwolnić prawą. Pisnęłam, kiedy światło błyskawicy oświetliło pokój na moment, a hałas pozostał na dłużej. Znowu szarpnęłam kajdankami i wydałam kolejny okrzyk bólu i frustracji.
- Harry – mruknęłam słabo.
Nie bałam się ciemności. Bałam się, bo nagle stało się ciemno, a za oknem huczała burza. Byłam oszołomiona. Słyszałam, jak krople deszczu obijają się o parapet, jak grzmi, widziałam, jak na sekundy pokój rozświetlał się dzięki błyskawicom. Czułam rosnący niepokój, strach przed nieznanym, jak moja klatka piersiowa unosiła się i ciężko opadała, a oddech stawał się płytki. Szukałam rozwiązania, którym był Harry.
- Harry! – zapłakałam ostatni raz w świadomym akcie desperacji.
Nie miałam czasu, by przeklinać moją bezradność, bo byłam zbyt zajęta wołaniem kogoś, kto by mi pomógł. Wtedy rozległ się głos Harry’ego, zanim drzwi zostały otworzone.
- Birdy?
- Harry – pisnęłam.
- Co się, kurwa, stało? – spytał; jego głos był jakby bliżej. Nie byłam w stanie go zobaczyć, ale wiedziałam, że podszedł.
- Nie wiem – mruknęłam, wdzięczna za jego obecność. – Usłyszałam hałas, potem światła zgasły, a ja… utknęłam tutaj i boli mnie nadgarstek…
- Jest w porządku – powiedział. – Zaraz wrócę.
Moje oczy gwałtownie się rozszerzyły, panika objęła moje ciało i umysł, serce waliło sto razy szybciej niż zwykle na myśl o byciu tu samej bez zapewnienia komfortu czy bezpieczeństwa.
- Nie! – krzyknęłam, ponownie szarpiąc kajdankami. – Harry!
Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Towarzyszyła mi jedynie cisza, którą co jakiś czas przerywał grzmot. Za każdym razem wzdrygałam się, wciąż próbując się uwolnić. Minęło kilka minut, aż światło się zaświeciło, tym samym uspokajając moje łomoczące serce. I kolejne kilka gdy Harry wrócił i zdjął mokry płaszcz. Wpatrywałam się w niego, kiedy nogi mi drgały, tak żałośnie, a oddech był urywany.
- Co to było? – mruknęłam. – Nagle zrobiło się ciemno, próbowałam… zostawiłeś mnie, a mój nadgarstek… ty… zakułeś mnie!
Czułam rosnący we mnie gniew, byłam zła, ponieważ był to okropny cykl. Harry i ja dogadalibyśmy się idealnie, ja zapomniałabym albo całkowicie pominęła fakt, że został moim porywaczem, a następnie wszystko bym sobie przypomniała i cios byłby wtedy tak duży, jak moment, gdy Harry pierwszy raz mnie uderzył.
Pogrążony w ciszy i niewzruszony przeszedł na drugą stronę pokoju i oblizał wargi. Nie spuszczałam z niego wzroku, a raczej z jego policzka, do którego miałam pewne plany.
Spoliczkowałam go.
Rozchylił wargi, szok pojawił się na jego twarzy, szeroko otwarte oczy były pełne zdumienia. Nie dałam mu czasu na odpowiedź, złość przejęła nade mną kontrolę, kiedy splunęłam na Harry’ego.
- Ty pieprzony dupku! – krzyknęłam; moje całe ciało drżało. – Najpierw mi grozisz, że nakarmisz mnie siłą, a potem przykuwasz mnie do cholernego łóżka w środku burzy bez żadnego powodu! Co, do diabła, jest z tobą nie tak?!
Nie sądzę, bym kiedykolwiek się tak czuła, bym kiedykolwiek odczuwała takie silne emocje, które trzymałyby mnie tak ciasno.
- Nie mogę w to uwierzyć! W jednej minucie całujemy się w deszczu i śpiewasz dla mnie, a potem mnie zakuwasz. Jesteś tak cholernie mylący! – dodałam. – To nie jest fair, Harry. To nie fair w stosunku do mnie, żebyś się tak zachowywał! Nie możesz się po prostu zdecydować? Bądź albo porywaczem, albo słodkim, miłym facetem, którego naprawdę lubię. Nie mogę… nie mogę się cofnąć i pozwalać ci na coś takiego!
Czy mogłam być bardziej dramatyczna? Nie zasługiwałam na czyste myśli i odpowiednie uczucia? Może powinnam była się tego spodziewać? Przeklinać siebie, bo oczekiwałam, że nie będzie zachowywać się jak porywacz? Może to była moja wina, że ogarnęło mnie zdenerwowanie i złość.
- Zniszczyłeś to! Zniszczyłeś część, którą naprawdę lubiłam, i zupełnie zapomniałam, kim jesteś! Jesteś tak skomplikowany, do cholery! I sprawiasz, że jestem wściekła…
Przerwał mi.
Jego usta zetknęły się z moimi w akcie desperacji, pełnym głodu, intymności i tęsknoty. Pozostałam w szoku, nie odpowiadając na pocałunek. Harry ułożył ręce na moich plecach i trzymał mnie blisko, dociskając do siebie nasze klatki piersiowe. Nie zrobiłam nic, dopóki nie przygryzł i nie pociągnął mojej wargi, wyzywając mnie tym samym. Połączyłam nasze usta.
Potem coś zaskoczyło. Cofnęłam się.
- Nie, Harry! – powiedziałam. – Nie możesz mnie całować i myśleć, że to wszystko naprawi!
Jego twarz była niewzruszona. Nie przemknął po niej ani jeden ślad jakiejkolwiek emocji.
- To tak nie działa! Nie możesz mnie pocałować i sądzić, że…
Ręce Harry’ego były na moich ramionach, zanim zdążyłam zarejestrować, co się dzieje. Siłą mnie zaskoczył i popchnął do tyłu, przypierając do ściany. Dyszałam, patrząc na niego rozszerzonymi oczyma i z rozchylonymi wargami.
- Zamknij się – warknął nisko.
Jego wargi zaatakowały moje po raz kolejny. Instynktownie odwzajemniłam pocałunek, synchronizując nasze usta. To było trudne do wyjaśnienia, to jak się czułam. Jakbym płonęła. Jego pocałunki paliły moją skórę, zostawiały ślady ciepła i uwielbienia, pasji i siły. Zostałam z jego znakiem wyrytym na ciele i duszy.
Odczuwałam wolność. Ciężar z ramion jakby spadł, żal w sercu osłabł, smutek w głębi mnie został zapomniany. Może to było głupie z mojej strony myśleć w ten sposób, wierzyć w takie rzeczy. Może byłam idiotką, ale nie mogłam zaprzeczyć temu, jak naprawdę się czuję. Nie mogłam lekceważyć emocji, które się mnie trzymały, tak jak nie mogłam odrzucić myśli, które mnie nękały.
Złapałam się na ciepłym uśmiechu.
Pokręciłam głową, przesuwając dłońmi po klatce Harry’ego, gdy złapał je w swoją. Trzymał moje ręce, a palcami wolnej chwycił mocno mój podbródek. Zmusił mnie, bym na niego spojrzała, a kiedy ujrzałam jego oczy, przełknęłam z trudem ślinę.
Wyglądał na złego.
- Nie uderzysz mnie – polecił. – I na pewno nie odmówisz mi pocałunków.
Gdzie podziała się czułość, którą ukazał, gdy się całowaliśmy?
Przygryzłam nerwowo wargę, spojrzeniem lustrując każdy element w pokoju, zanim zostałam zmuszona niechętnie wrócić do jego twarzy.
- Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię.
To był strach. I stracone zaufanie. Część mnie chciała przeprosić; to tam, w gardle utknęły mi te słowa i nie potrafiły przejść dalej.
- Co się stało z bycia grzeczną dziewczynką? – zapytał stanowczo, zbliżając usta.
Harry miał moc, by to zrobić, by sprawić, żebym czuła się mała, cicha i nieśmiała. Ale sprawiał również, że czułam się… niezwyciężona i odważna. Wzbudzał we mnie ogień, wzniecał pożar, którego nie potrafił okiełznać. Był sprzecznym paradoksem, wszystkim, czego nie mogłam zrozumieć.
Puścił moją szczękę, jednocześnie uwalniając ręce, i objął mnie w talii. Pomyślałam, że pewnie będę musiała użyć dużo siły, żeby go odepchnąć, jednak zdawał się tym nie przejmować.
Nagle, w ciągu kilku sekund wyciągnął pasek ze szlufek od spodni. Mogłam tylko patrzeć szeroko otwartymi oczyma, jak owija czarny pas ciasno wokół moich nadgarstków.
- T-ty draniu! – zapłakałam, nie będąc w stanie uwierzyć, co właśnie zrobił. – Co, do diabła, Harry?!
Nic nie powiedział, tylko pociągnął za pas, zmuszając mnie do upadku ku niemu. Spoglądałam na niego ze zmrużonymi oczami i zimnym wyrazem twarzy, aby zapewnić, że będzie to dla niego trudniejsze.
Przez chwilę się wierciłam i śmiało mogłam powiedzieć, że Harry był sfrustrowany, ale mój bunt szybko runął, gdy mocno zassał skórę mojej szyi.
Dyszałam, odchylając głowę, by miał lepszy, większy dostęp.
- Pamiętasz, co mówiłem? O tym, co dzieje się niegrzecznym dziewczynkom? – spytał. Uśmiechał się, byłam tego pewna.
To wszystko było dla niego grą. Naprawdę był zły, czy tylko się ze mną drażnił? Bawił się mną, gdy gniew był fałszywy, a pożądanie prawdziwe? Nie miałam pojęcia, co czuje.
Gdy delikatnie pocałował i zassał wrażliwą skórę, gryząc ją lekko, nie mogłam oprzeć się ciepłu w piersi. W momencie straciłam logiczne myślenie na rzecz chwili intymności i zaborczości.
- Mmm – zamruczał – uwielbiam pokazywać innym, że jesteś moja.
Wiedziałam to. Ostatnim razem gdy Harry zostawił kolorowe ślady na jej szyi, był z siebie dumny. Znaczyło to, że jestem jego. Tylko jego. A kiedy znaki zblakły, byłam świadoma, że chce zrobić ich więcej, by mnie oznaczyć.
Nie chciał, żebym zapomniała; nie, żebym kiedykolwiek potrafiła.
- Pamiętasz, co powiedziałem? – zapytał ponownie, wzywając mnie do odpowiedzi, po uprzednim dmuchnięciu na czerwony ślad.
Oczywiście, że pamiętałam. Jak mogłam zapomnieć, że dawał mi klapsy? Pamiętałam sprzeczne emocje, sposób, w jaki mój żołądek zawiązywał się w supeł. Natychmiast przed oczyma miałam obraz jego uderzającego mój tyłek. Zagryzłam wargi i poczułam ciepło na policzkach. Harry cofnął się, szukając odpowiedzi na mojej twarzy. I nagle poczułam się nieśmiała, cicha i tak mała z zarumienionymi policzkami.
Kiwnęłam głową, opuszczając ją lekko i zerkając na związane ręce.
Przesunął palec pod moją brodą, unosząc ją, i w tym momencie nasze twarze były tak blisko siebie, a my wpatrywaliśmy się sobie nawzajem w oczy. Taki kontakt był niebezpieczny, gdyż można odkryć emocje. A ja nie byłam pewna, czy chcę, żeby Harry poznał moje.
Uniósł brwi, czekając na odpowiedź.
- Są karane – w końcu odparłam.
Uśmiech na jego ustach się powiększył, dzięki czemu pokazał dołeczki. Wydawał się być zadowolony z mojej odpowiedzi, gdy wzrok mu pojaśniał jak małemu chłopcu w święta.
Dowiedziałam się, że bezcelowe jest zmaganie się. Pozwoliłam, by poprowadził mnie do łóżka, czując zarówno zimno ze strachu, jak i ciepło z pożądania. To było sprzeczne, mylące, nie potrafiłam tego pojąć, ale było też w tym coś ekscytującego, gdy Harry dominował.
I dlatego się nie opierałam.
Wciąż się uśmiechał, kiedy złapał za koniec swetra i zdjął go ze mnie, następnie oblizał wargi, jakby podniecony. Jego duże dłonie powoli dotarły do bielizny i pociągnęły ją w dół. Nic nie powiedziałam, a on cały czas patrzył w moje oczy.
Nie walczyłam.
Nie robiłam tego, gdy kazał mi położyć się na jego kolanach. Mój oddech przyspieszył, serce niekontrolowanie i dziko biło, dłonie się pociły, między nogami rozprzestrzeniało się ciepło.
Dominujący Harry naprawdę był ekscytujący i atrakcyjny. Lubiłam, wręcz kochałam, gdy miał kontrolę. Uwielbiałam jego dominację i nie potrafiłam odmówić. Pragnęłam Harry’ego i zaplątanej sytuacji, w której się znajdowałam.
Klaps.
Wypuściłam coś między pomrukiem a jęknięciem, czując jego dłoń.
Klaps.
- Przyswoiłaś lekcję?
Nie mogłam mu odpowiedzieć, nie mogłam odnaleźć głosu. Cholera, nie mogłam złapać oddechu. Byłam przytłoczona i gorąca.
Klaps.
Pozwoliłam cichemu piskowi się wydostać, kiedy mój tyłek piekł i z pewnością wyglądał na czerwony. Dało się znieść ból, ponieważ celem Harry’ego nie było zranienie mnie. Wiedział, że mam granicę, i ich nie przekroczył.
- Tak! – prawie jęknęłam.
Przygotowałam się na kolejny, konsekwentny cios, ale nigdy nie nadszedł. Zamiast tego para rąk delikatnie chwyciła mnie w pasie i podniosła, stawiając mnie na podłodze. Zakołysałam się niepewnie. Harry uśmiechnął się, podciągnął moje majtki z powrotem i narzucił na mnie sweter, zanim ucałował mój nos.
Przejechał palcami po moich nadgarstkach i je uwolnił. Oparłam się pokusie potarcia ich.
- W porządku? – spytał cicho.
Pokiwałam głową, poszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi, pozwalając policzkom się ochłodzić.

Coś na serio było ze mną nie tak.
Jest z tobą źle, rozległ się głos w mojej głowie, nie w porządku.
Skinęłam, wpatrując się w dziewczynę w lustrze. Patrzyłeś kiedykolwiek w lustro i nie rozpoznawałeś osoby, którą widzisz? Myślisz, że to ktoś inny albo wiesz, że to ty, ale nie chcesz nim być. Szukasz jakiegoś podobieństwa, jednak nic nie znajdujesz, bez znaczenia jak ciężko starasz się znaleźć. A wyglądasz jak ty, tylko w końcu nie masz pojęcia, kim jesteś.
Słaby uśmiech pojawił się na chwilę na moich ustach, a potem zrobiłam to, co wychodziło mi najlepiej.
Płakałam.
Oczy wypełniły się łzami, które później spłynęły po policzkach, zanim zarejestrowałam, że znowu pozwoliłam sobie na płacz. Pociągnęłam nosem, wściekle ocierając mokrą skórę, gdy usiadłam na podłodze, a plecy oparłam o zimną ścianę. Na początku skrzywiłam się z bólu, ale potem nic już nie czułam. Schowałam twarz w dłoniach.
Nie płakałam z powodu tego, co wydarzyło się między Harrym a mną.
Nie płakałam, bo mnie uderzył.
Nie płakałam przez Harry’ego, a przynajmniej sądziłam, że nie.
Po prostu płakałam. A robiłam to zawsze.
Harry wziął mnie w ramiona bez zbędnych pytań. Byłam zaskoczona, ale również bardzo wdzięczna, że nie zapytał, dlaczego ryczę. Siedział na podłodze, ze mną na jego kolanach, pozwalając mi na swobodny płacz.
Wtuliłam twarz w jego koszulkę, mocząc ją łzami, kiedy Harry ciasno mnie obejmował, opierając brodę na mojej głowie. Wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca, co działało na mnie uspokajająco.
- Kiedy będziesz smutna, będę – zaczął powoli – całował twój nos – odsunął się trochę i zrobił to, cmoknął mój nos – opowiadał ci żarty i robił twoje ulubione naleśniki.
Uśmiechnął się do mnie.
- Będę czytał ci Harry’ego Pottera i oglądał z tobą Supernatural. Scałuję twoje łzy. – Zamknął odległość między nami i złożył na mojej twarzy kilka pocałunków. – Będę cię trzymał, przytulał, całował i mówił, że wszystko będzie dobrze, dopóki w to nie uwierzysz.
Nic nie odpowiedziałam. Z powrotem się w niego wtuliłam. Pominęłam wszystko, co zrobiliśmy. Kłóciliśmy się, walczyliśmy, krzyczeliśmy, ale na koniec dnia on pocałował mnie w nos i pokazał, jak bardzo mu zależy. Pod koniec dnia wracałam do niego.
Zawsze wróciłabym do Harry’ego.

Zostaw po sobie komentarz.
Możesz również wyrazić swoje zdanie na twitterze z hashtagiem #LittleBirdPL.

34 komentarze:

  1. Ja pierduu :O ten rozdział mnie powalił! Bądź taki kochany jak pod koniec *.* Uwielbiam go takiego, ale ta jego groźność też musi być xD taki kontrast tylko bez przesady O.o Dziękuję, że tak szybko dodałyście <3 Uwielbiam was za tłumaczenie ♥ Do następnego :O
    Ciekawi mnie czy Birdy kiedyś zatęskni jeszcze za wolnością i domem O.o
    Pozdrawiam,
    ~Zoltrina

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem jak mam to skomentować. Albo ja jestem za bardzo uczuciowa, albo to z tym rozdziałem jest coś nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja cię OoO Na samym początku miałam ochotę zdzielić was po twarzy. Jak Harold mógł ją przykuć do łóżka i to za tą samą rękę co za pierwszym razem ?! No ale na całe szczęście potem zrobiło się (czyt.na samym końcu) dobrze ;) Harry był wtedy taki słodki, kochany i można nawet powiedzieć opiekuńczy ale Birdy kiedy płakała mówiła że nie przez niego, nie przez to co się stało i nie przez to że ją uderzył więc chciała sobie tylko popłakać? Nie za bardzo to rozumiem ale cóż nie będę się czepiać. Cały rozdział jest super i chce wam podziękować że to tłumaczycie bo to ff jest moim życiem ^^ Kocham was i życzę chnci i czasu na tłumaczenie
    Karolina :*

    OdpowiedzUsuń
  4. W jednej chwili mam ochotę udusić Harry'ego , a potem on nagle staje się taki słodki i opiekuńczy . Ale , kurcze , Harry jest strasznie mylący . Raz jest dla Birdy bardzo dobry , całuje ją itd. , a później niespodziewanie przykuwa ją do łóżka i karze . Nie ogarniam człowieka .
    Za to Birdy za dużo płacze :/
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bożeeee, świetne <3 nie mogę się doczekać następnego. Uwielbiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no mam dosc zachowania BIRDY!
    Moglaby sie w koncu mu postawic grrr irytujace
    do nn ;)
    J.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział był trochę dziwny. Harrego ciężko jest zrozumieć jest strasznie mylny. Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham Little Bird! Jest to jedno z najlepszych ff. Przeczytałam już oryginał do końca i powiem tylko jedno, że będzie tam zaskoczenie i bardzo wzruszające momenty :) xx
    Super tłumaczenie!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Awwwwwwh ����❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tym rozdziałem jest coś nie halo. Oni obydwoje zachowują się jakby byli popierdoleni. Ale i tak kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Coraz mocniej mnie to wszystko irytuje. Zachowanie ich obojga jest mylące i wkurzające. Ten rozdział wyjątkowo mnie zniesmaczył :| na prawdę uwielbiam to ff ale coraz mniej podoba mi się relacja harrego i birdy. Co z tego że na końcu on jest taki kochany i słodki jeśli wczesniej traktuje ją w taki sposób.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak bardzo koooooooooooooocham twój blog.
    To wszystko co piszesz ,jest dla mnie jak istna poezja.Naprawdę.
    Czekam na nn i myślę ,że pojawi się niedługo :)
    kc
    xoxo -Ver

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow uwielbiam to fanfiction. Cieszę się, że Birdy mu wygarnęła, chociaż później pożałowała tego jeśli mogę tak okreslić klapsy spadające na jej tyłek. W tym rozdziale Harry był taki dominujący i pewny siebie. Chociaż końcówka była słodka. Czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Harry nie spierdol tego..

    OdpowiedzUsuń
  16. Super rozdzial
    Ale co to do kurwy było?!
    Nie ogarniam już Harrego :/

    OdpowiedzUsuń
  17. ryczę bardzo, najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  18. Boże, dlaczego Harry nie może być cały czas taki kochany jak pod koniec 😭

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczyna mnie ta historia irytować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same, hahaha. Birdy non stop ryczy, jakby to było jej hobby.

      Usuń
  20. Mam strasznie mieszane uczucia co do tego opowiadania. Zecydowanie wciaga , inaczej nie przeczytalabym wszystkich rozdzialow. Zastanawiam sie czy Birdy jest calkiem normalna. Juz nie wspominam o tym ze caly czas placze. Chodzi mi o to ze caly czas chciala uciec a gdy wkoncu miala szanse to nawet jednego dnia nie wytrzymala bez harrego. Ona za czesto wpada w histerie. Z jej emocjami nie dokonca jest wporzadku.
    Harry tez jest nie calkiem normalny. Raz jest taki kochany i slodki a za chwile zmienia sie w totalnego dupka. A birdy placze gdy taki jest a pozniej klapsy ja kreca. To wszystko jest takie dziwne!
    Mimo ze troche mnie irytuje glowna bohaterka to i tak bede czytac, bo jestem bardzo ciekawa co bedzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  21. oni obydwoje mają chyba rozdwojenie jazni hahah

    OdpowiedzUsuń
  22. O matko, pierwszy raz czytam ten ff (poświęciłam dzisiaj na niego 5 godzin, woah) i stwierdzam, że jest genialny! Kocham całym sercem <3

    OdpowiedzUsuń
  23. koncówka rozwala system, najlepszy ff na swiecie! <33

    OdpowiedzUsuń
  24. Nigdy nie zrozumiem zachowania Harrego. Zawsze pozostanie to dla mnie tajemnicą. 😃

    OdpowiedzUsuń
  25. OMG jak zwykle doskonały! Nie mogę doczekać się następnego!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. O Boziu! Doskonały rozdział tylko kiedy następny? Bo czekam od rana i nie mogę się doczekać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czy będzie dzisiaj? ♥ proszęę *.*

    OdpowiedzUsuń