Son

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 40 - Nadzieja i zbawienie

Zróbcie coś dla mnie i jak dojdziecie do ostatniej części rozdziału, włączcie to lub to. Enjoy!
________

Minął kolejny tydzień i wszystko było idealne. To było dziwne i niewiarygodne, jak wszystko się zmieniło. Ludzie się zmieniają, podobnie jak sytuacje i okoliczności, życie potrafi się zmieniać, jednak to całkowicie nikogo nie powstrzyma. Gdy Harry był przy mnie, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, co było dużym kontrastem moich poprzednich uczuć i tego, co powinno się oczekiwać na moim miejscu. Radość buzowała w brzuchu, śmiech wydobywał się z gardła, a uśmiech rozświetlał moją postawę. Czułam ciepło w sercu i motyle latające w piersi, dłonie pociły się, a rumieniec zdobił policzki.
Podobnie jak w przypadku poprzednich dwóch tygodni delektowaliśmy się swoim towarzystwem. Doszłam do wniosku, że Harry podbił moje serce, które w pełni należało do niego; cała do niego należałam. Zaakceptowałam swój los, który ciągnął się z chłopakiem.
Dni, minuty, a nawet sekundy upływały, a ja zdałam sobie sprawę, jak głęboko poległam kędzierzawemu zdobywcy. Byłam pod jego urokiem, całkowicie nim zafascynowana i zachwycona jego pięknem wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Nie było sposobu, bym mogła wyjaśnić tak głębokie i zapaleńcze uczucia do chłopaka, który porwał mnie z ulicy.
Starałam się zrozumieć i rozszyfrować realia tej sytuacji, ale tyle razy, ile chciałam poruszyć ten temat w mojej głowie, dochodziłam do jednego wniosku: nie obchodziło mnie to.
Nie przejmowałam się, że Harry mnie porwał. Zatem mogło być to absurdalne, niedorzeczne, szalone, tak nielogiczne i niesamowicie nierealistyczne, lecz nie mogłam znaleźć w sobie troski o to. W przeciwieństwie do innych razów, sprzeciwiłam się lękowi, panice i zmieszaniu, które na próżno próbowały rozwikłać niespójne i niezrozumiałe myśli. Nie byłam w stanie troszczyć się, że Harry był moim "porywaczem", nawet tak o nim nie myślałam - oczywiście, odnosiłam się do niego, jako o pięknym zdobywcy, ale technicznie, w jakiś dziwny i pokręcony sposób, nie odczuwałam, żeby nim był.
Harry nie był moim porywaczem.
Był to chłopak, który zabrał mnie z ulicy, wydostał z życia, w którym nie było obecne szczęście, i wyprowadził z klatki, z której czasem mogłam się wydostać. Przez większość czasu, nie tylko psychicznie, ale także fizycznie, zostałam uwolniona. On mnie nie porwał, tylko zaopatrzył w nowy dom, nowe życie. On mnie nie porwał, on mnie uratował. Zapewnił miłość, opiekę, wsparcie i nieskończoną troskę. Teraz traktował mnie z szacunkiem i dbałością z niezaprzeczalną adoracją, co powiększało i ocieplało moje serce.
Harry nie był moim porywaczem.
Harry był moim zbawcą.
Rozpalił światełka w moich oczach radością i nadzieją, na których miejscu była kiedyś nuda, zmęczenie i smutek. Nie naprawił mnie, ponieważ gdzie nie gdzie można było dostrzec pęknięcia. To nie było takie proste, wciąż byłam smutna w niektórych sytuacjach, które nie liczyły na więcej. Czasami w moich oczach pojawiały się łzy, a czasem znajdowało się w nich zmęczenie moją ciężką obecnością. Nie byłam naprawiona. To nie było proste. Harry dostarczał mi nadzieję, że może kiedyś smutek zostanie zastąpiony czymś pięknym, czymś wolnym, łączącym i wspaniałym, czymś, co walczyłoby z moimi demonami.
Wtedy miałam nadzieję.

~*~

- Wierzysz w kosmitów?
Była północ, a my leżeliśmy na ogrodowym trawniku. Moja głowa spoczywała na piersi Harry'ego, a wzrok wędrował po rozgwieżdżonym niebie. Mój umysł naturalnie zaczął kręcić się nad przypadkowymi myślami, gdy wpatrywałam się w ciemność. Wędrowałam wzrokiem po jasnych gwiazdach, świetlistych planach. Ceniłam obecność Harry'ego i jego niezdolność do czytania w myślach. Rozpoczęłam temat, który po prost przyszedł mi do głowy.
- A ty w nich wierzysz? - odpowiedział.
- Zapytałam pierwsza.
- A ja drugi - odgryzł się.
Uniosłam swoją głowę, by obdarzyć go niewzruszonym spojrzeniem. Szarpnięcie moich warg prawie całkowicie zatuszowało niechęć, gdy wybuchłam śmiechem.
- Jesteś irytujący - wymamrotałam w śmiechu, kiedy chłopak wykrzywił twarz w grymasie i ściągnął brwi.
- Jesteś dla mnie niemiła.
Odzwierciedliłam jego grymas, podnosząc się tak, że nasze twarze dzieliły milimetry.
- Przepraszam.
- To mnie nie przekonało - powiedział, unosząc swoją dłoń, którą wskazał na wargi. - Lepszy byłby pocałunek.
- Nie zraniłam twoich warg.
- Mogłaś to zrobić.
Żartobliwie przewróciłam oczami, dostosowując swoją pozycję tak, by móc się do niego bardziej przybliżyć. Nieśmiało się uśmiechnęłam, prawie muskając jego wargi, gdy nagle się przeturlałam i szybko wstałam na swoje nogi.
- Nie, nie sądzę.
Przygryzłam wargę, próbując powstrzymać śmiech, gdy Harry leżał kompletnie oszołomiony moim zachowaniem. Zmrużył oczy, zwężając usta w cienką linię, zanim wydął wargi. Podczas kiedy ja powoli się wycofywałam, on wstał z wyraźną determinacją. Zieleń jego oczu nieznacznie ściemniała, była mroczna i pełna intryg.
- Nie odbieraj mi moich pocałunków, kochanie.
Mój uśmiech rósł z każdym słowem, które zostało wypowiedziane z wielką powagą, a ja wciąż się cofałam, gdy Harry zaczął się do mnie zbliżać, próbując zmniejszyć odległość, którą ja zwiększałam. Ostatnio widywałam dużo więcej figlarnego Harry'ego. Byłam pewna, że nigdy mi się nie znudzi dokuczanie mu lub irytowanie moim zachowaniem. To z czasem w jakiś sposób zmieniło moją perspektywę widzenia różnych rzeczy. Coraz mniej myślałam o nim, jak o porywaczu czy przestępcy. Był to po prostu przesadzony fakt, że był nastoletnim chłopcem z takim samym zainteresowaniem, jak jego rówieśnicy.
Uwielbiałam jego figlarną stronę. Uwielbiałam, gdy pokazywał swoją beztroską stronę, to sprawiało, że moje lęki i obawy znikały w powietrzu.
- Teraz mam wątpliwości, co do tego pocałunku - zażartowałam, wystawiając język.
Harry uniósł swoje brwi.
- To nie była rozsądna decyzja.
- Dlaczegoż by? -Odparłam.
- Bo nawet nie wiesz, co mogę ci zrobić, gdy mnie nie pocałujesz - powiedział powoli, ochryple i niżej niż zwykle. Uśmieszek wciąż drażnił jego wargi, w oczach pojawiła się iskra, gdy się do mnie zbliżał. W odpowiedzi uśmiechnęłam się, stawiając małe kroczki.
- Wiesz, co, Harry?
Uniósł jedną brew.
- Musisz mnie najpierw złapać!
Wystartowałam, chichot wciąż opuszczał moje usta, wiatr pieścił włosy, a bose stopy mościły się po czystej trawie. Miałam na sobie letnią sukienkę z kwiatowym wzorem i mimo że było już po północy i niebo ogarnęła ciemność, ogród nie tylko oświetlały gwiazdy, ale również bajeczne lampki, które Harry rozwiesił wokół drzewa. Czułam się tak wolna.
Podczas naszej gonitwy dawał mi małe fory i miałam tego świadomość. Gdy spojrzałam przez ramię, on nawet nie biegł. Uśmiechał się tak szeroko, że w jego policzkach ukazywały się dołeczki, a w oczach znana iskra.
Pobiegłam za drzewo, kiedy wyciągnął swoje ramiona, a palce ledwo musnęły moją talię. Zaśmiałam się, gdy swoją drogę obrałam wokół grubego pnia. Opuszki wędrowały po brązowej korze, a stopy zostały ubrudzone przez ziemię. Kłoda była tak szeroka, że na chwilę straciłam z oczu Harry'ego, dopóki pozornie nie wyskoczył z gęstego powietrza.
Loki zasłoniły moją widoczność, ramiona owinęły moje ciało i uniosły ponad ziemię.
- Mam cię - mruknął ochryple.
Zaśmiałam się i szarpałam w jego uścisku, gdyż zmierzał w kierunku naszego spoczynku. Nic nie powiedziałam, kiedy Harry usiadł i umieścił tak, że moje nogi znajdowały się po obu stronach jego pasa, a ręce owijały jego ramiona. Uniósł oczekująco brwi.
- A więc gdzie mój buziak, mały ptaszku?
Spojrzałam na niego spod długich rzęs. Wydęłam wargi, wzruszając ramionami.
- Nie wiem - droczyłam się z lekkim uśmiechem widniejącym na twarzy.
Zwęził swoje oczy w sztucznej irytacji, a następnie jego nos w odpowiedzi potarł o mój. Mały uśmiech nie zstępował z moich ust na tak prosty gest, ale przygasł on do nieśmiałości, gdy spotkałam się z intensywnością oczu Harry'ego, którymi zawsze potrafił mnie zauroczyć i zahipnotyzować. Nikt z nas się nie odzywał, gdy nasze usta się złączyły, serca zsynchronizowały swój puls.
Mogłoby się wydawać, że wszystkie wcześniejsze przemyślenia zostały zatracone w naszych intensywnych spojrzeniach, ponieważ sami się w nich gubiliśmy, a przemilczane słowa ukazane były w naszych kontrastowych tęczówkach.
Przez miniony tydzień dwa małe słowa tkwiły w moim gardle i tak bardzo chciałam je wypowiedzieć, by wyjawić swoje uczucia. Serce marzyło, by usta to wypowiedziały. Rozchyliłam wargi, ale zanim cokolwiek powiedziałam, a byłam już gotowa, zmroziło mnie.
Przeraziłam się. Bałam się reakcji Harry'ego, bałam się, że nie byłby w stanie odwzajemnić moich uczuć. Nienawidziłam siebie za bycie tchórzem, jednak nie potrafiłam przebyć drogi dzielącej mnie od wyznania.
Nie mogłam powiedzieć mojemu porywaczowi, że go kocham.
Westchnęłam cicho, uśmiechając się do niego. Jednak ten uśmiech był jednym z tych smutnych. Żałowałam, że nie udawało mi się zebrać na odwagę. Zamiast tego uległam woli Harry'ego, poruszając ustami.
- Harry - mruknęłam cicho, oderwawszy się od niego. Wpatrywałam się w jego oczy, jednocześnie nerwowo oblizując wargi. - Ja... - przerwałam. - Nieważne.
Harry odwzajemnił uśmiech; jego usta paliły mi skórę, gdy złożył na policzku pocałunek. Oparłam głowę na jego piersi, przytulając się do niego i przeklinając siebie za brak odwagi. Rozczarowałam się swoim zachowaniem.

Zaniósł mnie później do środka. Trzymałam głowę blisko jego klatki piersiowej, mrugając powiekami. Miałam parę słów na końcu języka, ale za każdym razem gdy na niego patrzyłam, nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Serce biło mi coraz szybciej, nerwy i niepokój się mnożyły.
Czułam się źle, bo nie byłam w stanie przyznać się przed Harrym do moich uczuć, szczególnie biorąc pod uwagę, ile czasu zajęło mi przyznanie się przed samą sobą.
- Birdy?
Ziewnęłam, unosząc trochę głowę. Zmarszczył czoło.
- W porządku?
Kiwnęłam głową i szczerze się uśmiechnęłam.
- Przebierz mnie.
Żachnął się.
- Ale, kochanie, jesteś idealna właśnie taka.
Roześmiałam się, udając obrzydzenie.
- Och, proszę cię! Ta koszulka jest okropna, z serem, phi.
Jego usta rozciągnęły się w szeroki uśmiech, poruszył zabawnie brwiami i złapał za brzeg bluzki, unosząc ją i ukazując kawałek mojej nagiej skóry.
- To będzie dla mnie przyjemność - powiedział z krzywym uśmiechem. - A raczej byłaby, bo nie sądzę, żebym to zrobił po tym komentarzu.
Opuścił ręce wzdłuż ciała i zostawił mnie leżącą na łóżku. Zaczął się rozbierać, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że go obserwuję. Przełożył koszulkę przez głowę, pozwalając mi tym samym zobaczyć jego tors i ramiona pokryte tuszem. Zerknęłam na jego nogi, które właśnie ukazał, i uśmiechnęłam się.
- Lubię ser - odparłam, nie ruszając się z łóżka. Harry odwrócił się do mnie i uniósł brew.
- Nienawidzisz sera. Powiedziałaś mi kiedyś, że gdyby ser był człowiekiem, byłaby to jedyna osoba, którą byś uderzyła.
Zaśmiałam się.
- Proszęęę - jęknęłam dziecinnie. Harry potrząsnął kpiąco głową. - Ale jestem zmęczona - szepnęłam głośniej. - Zasypiam tu!
Wzruszył ramionami i udał się do łazienki, prawdopodobnie by umyć zęby. Starałam się zdjąć top i wyrzucić go na podłogę, ale z moim zmęczeniem utknęłam z sukienką przy twarzy. Zrezygnowałam.
- Harry! - zawołałam; mój głos został stłumiony przez tkaninę. Nic nie widziałam, ale słysząc śmiech, byłam pewna, że Harry jest w środku. - Proszę, pomóż mi - dodałam, wijąc się, gdy zorientowałam się, który otwór jest który.
- Och, Birdy, co ja mam z tobą zrobić? - Dokuczał, śmiejąc się przez moje wołanie o pomoc. W końcu złapał za końce sukienki. - Do góry - poinstruował.
Natychmiast wykonałam jego polecenie i koszulka wraz z sukienką wylądowały na podłodze obok ubrań Harry'ego.
- Nic nie mów - mruknęłam, widząc jego uśmieszek.
Podniósł ręce w geście obrony, jednak wciąż był rozbawiony. A ja nie byłam nawet zawstydzona tym, że leżałam w samej bieliźnie, bo sama się zdziwiłam, jakim cudem to sobie zrobiłam.
- Więc - wymamrotałam, gdy wyjął czystą koszulkę z szafy i włożył mi ją przez głowę. - Zapomnisz o tym i zmienisz temat, czy ja powinnam to zrobić?
Harry dołączył do mnie na łóżku, uśmiechnął się i pogładził kciukiem mój policzek.
- Zabieram cię gdzieś - powiedział, jakby trochę niepewnie, jednak to minęło. - Spakowałem wszystko!
Byłam zmieszana i ciekawa, nieco zaskoczona. Nie miałam czasu, by się nad tym zastanowić, bo Harry wyciągnął nagle walizkę spod łóżka. Zszokowana, uniosłam brwi i rozchyliłam wargi.
- Co?
- Pojedziemy gdzieś - odpowiedział i uśmiechnął się. - Już nas spakowałem.

~*~

Nasze walizki zostały włożone do bagażnika. Słońce, ku mojemu niezadowoleniu, schowało się za chmurami. Radio grało, Harry był obok, a ja wygodnie siedziałam w fotelu. Nie miałam pojęcia, gdzie jedziemy ani jak długo to potrwa. Byłam zdenerwowana, podczas gdy sytuacja tryskała ekscytacją.
- Gdzie jedziemy? Dokąd? Gdzie? Harry. Harry... Loczku, hej, loczku. Powiedz mi, no dalej. Proszę - mówiłam.
- Birdy! - krzyknął w pewnym momencie, poirytowany moim gadaniem. Spojrzał na mnie i był przez chwilę zły, jednak tak szybko jak złość się pojawiła, zniknęła, a na jego twarz wstąpił uśmiech. - Nie zamierzam ci nic mówić, kochanie, więc się przymknij.
Żachnęłam się, zmarszczyłam brwi, wyjrzałam przez okno i jedyne, co zobaczyłam to krzewy i drzewa, i samochody. Próbowałam, naprawdę próbowałam dowiedzieć się, dokąd jedziemy, ale za cholerę nie potrafiłam nawet zebrać informacji na temat miejsca naszego aktualnego pobytu.
Mieszkałam za osłoną życia. Ledwo dostrzegałam moje małe miasteczko, nie wspominając o reszcie świata. Nie wiedziałam nic o świecie, zawsze ukryta za murami.
- Dlaczego nie? - zapytałam.
Milczał przez jakiś czas, skupiony na drodze oblizywał wargi. Odchrząknął jakąś minutę później i mruknął:
- To niespodzianka.
Nie pytałam więcej, ponieważ wiedziałam, że i tak nic nie powie, co najwyżej powtórzy, że to niespodzianka. Więc jechaliśmy, w ciszy, nie mówiąc ani słowa, bez muzyki grającej z radia. Byłam ciekawa i zdezorientowana, nie tylko ze względu na podróż do nieznanego miejsca, ale przez myśli, dręczące pytania i absurdalność sytuacji.
Oczywistym było, że nie powinnam lubić mojego porywacza, tym bardziej nie powinnam była się w nim zakochiwać. Nie powinnam odczuwać do niego tak pozytywnych emocji, a jedynie przeciwieństwa ich - nienawiść, gorycz i niezadowolenie.
Jednak faktem było, że nie doświadczyłam złej rzeczy z jego strony. Nie czułam urazy ani nienawiści.
Część mnie rozpaczliwie pragnęła, bym była zwykłym człowiekiem. Inna część żądała mnie płaczącej każdego dnia, uprowadzonej przez porywacza, który powodowałby całą frustrację, używałby przemocy. Ale była jeszcze ostatnia część, która chciała, aby Harry był tym porywaczem, porywaczem, który odchodziłby od wszystkich reguł.
Nawet gdyby wszystko miało odejść, złość, nieporozumienia, irytacja, ból, łzy, smutek, nie pozbyłabym się Harry'ego.
Gdy leżałam z głową na jego kolanach, a on czytał mi książki, docierało do mnie, jak wiele znaczy dla mnie miłość, którą go darzyłam. To uczucie, które wkradło się do mnie powoli i niespodziewanie, teraz zmuszało mnie do poddania. Miałam do czynienia z emocjami tak pięknymi, przytłaczającymi i zachwycającymi, tak namiętnymi i czarującymi.
Nie mogłam opisać, jak to jest być zakochanym.
Czasami bolało, ale jeśli byłam pewna jednej rzeczy: miłość była tego warta.

Jechaliśmy już około dwóch godzin, kiedy Harry zatrzymał się na stacji benzynowej. Ziewnęłam cicho i zatrzepotałam powiekami. Chciałam przespać całą jazdę.
- Pójdę po jakieś przekąski, zaczekaj tu, dobrze?
Na chwilę otworzyłam oczy, by na niego spojrzeć, po czym skinęłam znużona głową.
- Mhm, okej - mruknęłam.
Byłam zmęczona, więc ponownie oparłam głowę na oknie, gdy wyczerpanie mnie opanowało. Ciekawość jednak zwyciężyła, starałam się nie zasnąć, czekając na Harry'ego.
Minęło może pięć minut, a może więcej. Nie otworzyłam oczu, zakładając, że to on otworzył drzwi. Powieki uniosłam zaledwie na moment, ujrzałam kręcone włosy i poczułam tkaninę przy moich ustach, zanim pogrążyłam się w ciemności.

~*~

Czułam się senna, gdy się obudziłam. Zmęczona i wyczerpana. Głowa mnie bolała, mięśnie również, suszyło mnie.
- Birdy, Birdy. - Usłyszałam zaniepokojony głos. - Obudź się, mały ptaszku.
Wydałam z siebie cichy jęk. Nie pamiętałam, co się wydarzyło, moja pamięć była zamazana. Widziałam wtedy tylko ciemność. Stopniowo uniosłam powieki i natrafiłam spojrzeniem na chłopaka o kręconych włosach. Zaoferował mi mały uśmiech. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana.
- C-co się stało?
Zauważyłam, że leżałam na tylnych siedzeniach. Harry wysiadł z samochodu i przeszedł do tyłu. Pochylił się nade mną, wciąż się uśmiechając.
- Co robisz? - wymamrotałam.
Przysiadł się, podczas gdy ja starałam się usiedzieć prosto, plecy opierając o drzwi. Cały czas miałam zmarszczone brwi. Nastała ciemność, więc musiało już być późno. Rzucił szybkie spojrzenie przez ramię.
- Musisz mnie uważnie posłuchać, okej, kochanie? - powiedział. I brzmiało to tak poważnie.
Pochylił się do przodu, dłońmi objął moje policzki. Spowodował moje zmieszanie i zdezorientowanie. Nerwowo przygryzłam wargę, reagując w ten sposób na jego ton i słowa. Ta strona Harry'ego była mi nieznana. Ostatnio byłam świadkiem tylko tej radosnej i zabawnej.
Kiwnęłam niepewnie głową.
- Zależy mi na tobie - stwierdził. - I nie jestem w stanie wyrazić słowami jak bardzo. Ponad wszystko... zawsze będzie mi na tobie zależeć. Jesteś taka mała, krucha i delikatna i po prostu chcę cię schować, ukryć na zawsze, żeby nikt nie mógł cię skrzywdzić. Chcę trzymać cię przy sobie, żeby nikt inny nie mógł cię mieć, a żebym ja miał cię całą. - Lekko się uśmiechnął. - Ale nie mogę ochronić cię przede mną.
Mój umysł był zamglony i wciąż nie miałam pojęcia czemu. Mowa Harry'ego mnie zaskoczyła. Zbyt wiele emocji wywołała.
On przesunął ręką po włosach, gdy na jego twarzy malowało się cierpienie.
- Będę na ciebie czekać, ale to tortura... świadomość, co ci robię.
Przechyliłam lekko głowę.
- Kocham cię, Birdy, i nie mogę być samolubny. Zakochałem się w tobie i dlatego muszę pozwolić ci odejść. Puszczam cię, mały ptaszku, właśnie teraz. I wiem, że jeśli nie wrócisz, to znaczy, że nigdy nie byłaś moja. To mnie zabije, ale na twoim szczęściu zależy mi bardziej niż na własnym.
Rozchyliłam wargi, ale nie potrafiłam sformułować zdania. Zaległa cisza, a ja wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Jego ochrypły głos brzmiał słabo i krucho, jakby zaraz miał się załamać. Nie mogłam potwierdzić, że chłopiec naprzeciwko mnie jest tym samym, którego poznałam i pokochałam.
- Co...?
Byłam zszokowana, odcięta. Dłonią dotknął mojej szczęki; ten dotyk był tak delikatny i czuły, miękki i pełny miłości. Tak samo jak jego oczy, w których widziałam adorację.
- Ćśś, kochanie, w porządku. Wiem, co się ze mną stanie. Jestem gotowy. Zasłużyłem na wszystko, co dostanę za to, co ci zrobiłem.
Nigdy nie widziałam, jak płakał. Nigdy. A teraz to się działo. Łzy stanęły mu w oczach i już po chwili spływały po jego policzkach.
A ja nic nie powiedziałam. Nie mogłam. Nie mogłam wydusić z siebie pojedynczego słowa. Nic.
Tak bardzo chciałam otrzeć jego łzy, pocieszyć go, zadbać o niego. Tak wiele razy to on ocierał moje policzki ze słonych łez, uspokajał mnie, głaskał włosy. Robił to, czego tak desperacko potrzebowałam.
Tak bardzo pragnęłam powiedzieć mu, że również go kocham, że jestem w nim zakochana.
Zakochałam się w tobie! Czułam, jakbym krzyczała, tak głośno, a on nie mógł mnie usłyszeć. Płakałam i błagałam go, by zrozumiał, że też go kocham. Moje serce pękało. Kocham cię, kocham!
Ale on nie słyszał, nieważne, jak głośno krzyczałam.
Opuściłam trans, gdy zostałam postawiona na ziemi. Nawet nie zauważyłam, kiedy mnie podniósł i tulił w ramionach. Moja walizka znajdowała się obok mnie, gdzie nie było walizki Harry'ego. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że stałam właśnie na mojej starej ulicy, przed moim „domem”.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. W jego zobaczyłam ból, były załzawione.
Nie widziałam mojego porywacza, widziałam chłopca, w którym się zakochałam; załamanego, przede mną.
Słaby uśmiech ozdobił jego usta.
- Możesz odlecieć, mały ptaszku.
Złożył jeden, ostatni pocałunek na moim nosie, odwrócił się i bez żadnego spojrzenia wstecz zostawił mnie przed moim rzekomym domem. Odjechał.

Obserwowałam odjeżdżający w ciemność samochód i byłam pewna, że on, mój kędzierzawy porywacz, po prostu zniknął.
 ________________________


Płakałam, tłumacząc końcówkę, naprawdę. 
Piszcie, jak wrażenia. Chętnie poczytam.
Zostaw po sobie komentarz.
Możesz również wyrazić swoje zdanie na twitterze z hashtagiem #LittleBirdPL.

39 komentarzy:

  1. Przecież on nie może jej zostawić!
    Moje uczucia, to jeden, wielki, ogromny szok, masakra...
    Niech on lepiej do niej wróci...
    Bo jeszcze ją pod jej starym "domem" zostawił... No jak tak można...
    Ugh...
    Nie wytrzymam chyba do następnego rozdziału...
    Ugh...
    Już się nie mogę doczekać następnego!
    Miłego dnia ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Co? Jedno wiele CO! Niewierzę! Nie! To się nie dzieje! Nie mógł jej zostawić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę to boli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co sie wlasnie stalo...
    Boze on nie moze jej zostawic! Ona musi do niego wrocic:(
    Dobrze wiwdziec, zre nie tylko ja sie wzruszylam.
    Genialny rozdzial, ale teraz przez dwa tygodnie nie bede mogla sie skupic. Czy jest mozliwosc dodania następnego szybciej? Kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież rozdział będzie za tydzień, nikt nie mówił, że będą pojawiać się co dwa tygodnie.

      Usuń
  5. Jak to ?!?!?! *-* ... oni muszą być razem !! Muszą ! :( ♥ czekam na następny rodział ! Oni muszą być razem ! Płacze .. nie przeszkadzać :( ♥
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko, wiecie, przez tę muzykę, którą miałyśmy włączyć, strasznie się martwiłam, że to już koniec opowiadania. Czterdzieści rozdziałów to znowu nie tak mało.
    Ale szczerze powiedziawszy nie wiem co jest gorszę. Siłą powstrzymałam się od płaczu (bo kiedy ja chociaż przez chwile popłaczę, to cały dzień jestem w złym humorze). Dlaczego Birdy chociaż go nie zatrzymała?! Mniejsza z wyznawaniem uczuć, ale... mogła powiedzieć chociaż słowo.
    Ewentualnie chwycić go za rękaw, rzucić w niego walizką lub przyczepić się do drzwi auta.

    OdpowiedzUsuń
  7. CO ?! Harry czyś ty zwariował !? Jak on tak mógł ?
    Nadal w to nie wierzę .
    Czekam na następny :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze ze to zrobił !! Ona na pewno do niego wroci :) A bedzie wolna, nie porwana !!

    OdpowiedzUsuń
  9. Że co ?! Nieeee :'( Płakałam na końcu :( nie spodziewałam się tego ! :'( Mam nadzieję ona jednak do niego wróci !! :(

    OdpowiedzUsuń
  10. :( :( :( :(
    O NIE!!!
    HARRY, ZAPIERDOLĘ CIĘ, JAK NIE WRÓCISZ!!!
    Rozdział jest super :) <3
    Ale błagam powiedz, że będzie dobrze :'( <3
    Pozdrawiam Was wszystkich <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Dodawaj szybko następny bo umieram z ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. o mój boże! nie spodziewałam się tego XD prędzej stawiałam, że na przykład jej rodzina zobaczy ją z nim na mieście czy coś :D
    do nn :3
    J.

    OdpowiedzUsuń
  13. On ją wypuścił. On ją kurwa wypuścił! O Boże! Czego jak czego, ale tego się nie spodziewałam. I ta końcówka ...

    OdpowiedzUsuń
  14. On ją wypuścił. On ją kurwa wypuścił! O Boże! Czego jak czego, ale tego się nie spodziewałam. I ta końcówka ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejku poplakalam sie takie wzruszajace. Czekam na nastepny rozdzial. Xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Birdy mnie mega wkurwia. Nie wiem czemu ale tak już mam: (

    OdpowiedzUsuń
  17. Co?! Ale jak to ? Jak mogl ja zostawić ?
    Tyle emocji mną teraz targa :/
    Nie dam rady tego normalnie skomentować, to jest świetne, dziękuje ze to tlumaczysz , po prostu się poplakalam :'(
    Ale na prawdę rozdział cudowny :**
    Dziękuje :* Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Dlaczego Birdy mu nie powiedziała że też go kocha? Ryczę po prostu ryczę... :( ale i tak kocham tego bloga <3 kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  19. Co !? Boże nie!! Oni mają być razem !!

    OdpowiedzUsuń
  20. i to właśnie jest dowód, że on naprawdę ją kocha, to, że dał jej odejść :'( * ryczę * dzięki za wspaniałe tłumaczenie i czekam na kolejny rozdział, mam nadzieję, że będzie szybko bo zwariuję

    OdpowiedzUsuń
  21. Boze nie tylko nie to
    Placze tak strasznie

    Najlepsze tlumaczenie jakie w zyciu czytalam

    Jezu co teraz bedzie z Birdy

    Co bedzie z Harrym

    Kiedy nowy rozdzial

    Moje zycie leglo w gruzach

    OdpowiedzUsuń
  22. Bozeee rycze jak wariatka on nie może jej zostawić! Oni są dla siebie stworzeni kurwa Mac noooo.!

    OdpowiedzUsuń
  23. cooo nie ! Harrego pojebalo do reszty:(

    OdpowiedzUsuń
  24. Boże :( ale się popłakałam :(( kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Kocham to *.*

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale ona do niego wróci prawda? :(

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem ciekawa reakcji matki Birdy na jej powrót..

    OdpowiedzUsuń
  28. Przeczytałam wszystkie rozdziały!!
    Piękne tłumaczenie
    Cudownie tlumaczycie!
    Hirdy....
    Cudowna para.
    Ona musi do niego wrócić i myślę, że q końcu to zrobi,bo nie wytrzyma z matką.
    Kocham to!
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejku to nie możliwe że ją zostawił, nie on, nigdy...
    :'(

    OdpowiedzUsuń
  30. Boże moje serce pękło....on nie może jej tak zostawić :( :( :(

    OdpowiedzUsuń