Son

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 27 - Naprzód

Nigdy nie rozumiałam, jak ludzie w jednej chwili potrafią się kłócić, a w drugiej całować, ale gdy tylko moja tyrada została przerwana, cały gniew, płonące uczucia, cała wyraźna energia i pewna namiętność została wlana do pocałunków, walcząc z ustami Harry’ego. Moja natychmiastowa reakcja miała wyładować wszystkie emocje, zbyt łatwo się na to godząc, nie zdecydowałam się zakłócać naturalnej reakcji mojego organizmu.
Usta Harry’ego były miękkie, ale nasze pocałunki twarde, szybkie i łagodne. Były one zmysłowe, namiętne i zdesperowane, ponieważ nasze usta paliły ciężkim i erotycznym ogniem. Jego ręce znajdowały się na moich ramionach, kiedy popchnął mnie na ścianę, zamykając mnie w potrzasku, kiedy swoje dłonie umieściłam na jego piersi, trzymając miękki materiał jego koszulki, przez który mogłam poczuć mięśnie.
- Odwołaj to.
Harry rozbił pozornie niekończące się, zaciekłe pocałunki, składając zdyszane żądanie, które mnie zmyliło. Przestał, przenosząc dłonie na ścianę, po obu stronach mojej głowy. Jego oczy miały barwę ciemnej zieleni, ale nie było w nich gniewu, głęboko w nich znajdowało się coś nienamacalnie namiętnego i tak palącego, że było przytłaczające.
Byłam zdezorientowana; Harry był tym, który twierdził, że muszę znać swoją pozycję, więc dlaczego chciał, abym cofnęła te słowa?
- Co…?
- Odwołaj to.
Moje gardło było suche i ciężko mi było złapać oddech, serce waliło w piersi, jak pociąg parowy, a dłonie pociły się, kiedy spojrzałam na niego spod długich rzęs.
A potem, niecierpliwy z braku mojej odpowiedzi, skute nadgarstki poprowadził za swoją głowę, zawieszając je na tyle szyi, a ja nie miałam innego wyboru, jak poddać się jego czynom, zwiększając naszą bliskość.
- Odwołaj. To – zarządził; chrapliwy głos zaprawił żądzą, ale wymagającym tonem wymawiał każde słowo wolno i zmysłowo.
Może tak było, ponieważ poprzednia wściekłość gotowała się pod powierzchnią, a ja miałam nagły przepływ zaufania, albo może cała nieostrożność wzrosła z powodu oznaczanego gniewu.
Nasze wargi powoli oddalały się od siebie, a mały uśmiech grał na moich wargach, ponieważ niebieskie oczy odszukał zielone i mój głos nie wyrażał więcej niż szept. Słowa dotarły do moich ust, ujawniając nieprzewidywalną odpowiedź.
- Zmuś mnie.
Harry uśmiechnął się, najwyraźniej zadowolony z takiego wyzwania, pomimo tego, że oboje wiedzieliśmy, że lubił, kiedy byłam pokorna i posłuszna. Jego oczy błyszczały, ale posiadały ciemny odcień z powodu pożądania i namiętności, paląc moje, podczas utrzymywania kontaktu wzrokowego.
Usta utrzymywał centymetry od moich, ciepłym oddechem pieszcząc moją skórę i bezskutecznie starałam się kontrolować drżący oddech i szybkie bicie serca.
A potem duża dłoń Harry'ego powędrowała do mojej pupy, a ja wypuściłam słaby pisk, kiedy gorąco rozlało się w tamtym obszarze. On z pewnością wziął mnie z zaskoczenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że moje ciało zostało oddalone od ściany, ani tego, że jego dłoń przemieściła się, dzięki czemu mogła dobiec do mojego tyłka.
- Taka nieposłuszna - mruknął ochryple. - Co ja mam z tobą zrobić?
Nie byłam przestraszona. W całkiem dziwny i pokręcony sposób ufałam Harry'emu. Naprawdę mu ufałam. I po raz kolejny byłam zamknięta w jego dominacji, czując zafascynowanie, kiedy moje nadgarstki zostały zawieszone na jego szyi; nasze ciała ściśnięte, serca zgodnie biły.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się, niemal nieśmiało, wzruszając ramionami.
Harry wydał westchnienie, jakby rozczarowany moim nieposłuszeństwem, ale zmysłowy uśmiech wzrastał i miałam wrażenie, że cieszył się, mogąc mnie ukarać w taki sposób.
Czując, jakby w pokoju wzrosła temperatura, Harry wygiął szyję, naturalnie górując nade mną, pochylił głowę tak, że jego usta dotykały mojej skóry. Zasypywał pocałunkami moje obojczyki, sunął w górę, nie pomijając malinek, które zrobił, aż w końcu jego usta znalazły się na moich.
I nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy moje powieki zatrzepotały i nie poczułam miłego zaskoczenia, wpasowując się w jego pocałunki.
To było dziwne, bo Harry i ja całowaliśmy się, ale ludzie przecież często to robili, dociskając do siebie wargi, językami walcząc o dominację. To nie był seksualny akt, jakaś myśl, może dlatego nie mogłam odmówić ciepłu rozprzestrzeniającemu się w piersi, w żołądku rozlewały się dzikie uczucia, których nawet gdybym chciała, nie mogłabym wytłumaczyć.
To było niewinne całowanie, ale ze stykającymi się ciałami i biciem mojego serca z szybkością pociągu parowego. Nie potrafiłam pogodzić buzujących emocji, które krążyły w moich żyłach. Łaknęłam czynów mniej niewinnych niż całowanie.
I nawet nie myślałam, jak bardzo zwariowałam.
Nasze usta rozdzieliły się, kiedy Harry zszedł do mojej szyi i przygryzł płatek mojego ucha.
- Podskocz – zarządził w twardym szepcie.
Pod wpływem chwili, musiał zapomnieć, że miałam skręconą kostkę, ale nawet nie myśląc dwa razy, zrobiłam to. Słaby pisk wydobył się z moich ust, ponieważ użyłam zbyt dużej siły, przez co przeszył mnie ból. Dłonie Harry'ego mocno chwyciły moją pupę, kiedy moje nogi owinęły się wokół jego pasa, a nasze usta ponownie się złączyły. Zdałam sobie sprawę, że wcześniej byłam w tej samej pozycji, tylko że z głową na jego klatce. To dziwne uczucie, myśląc, jakie to wtedy było niewinne w porównaniu do teraz. 
- Jesteśmy czymś więcej - wydyszał między pocałunkami w odpowiedzi na moją wcześniejszą wypowiedź. 
Mój mózg zamienił się w papkę, myśli przeplotły się, a jakiekolwiek pytania poszły w zapomnienie. Jednak nie do końca. Starałam się sformułować sensowną odpowiedź, aby zdania stały się spójne. Pamiętałam, co powiedział; musiałam znać swoje miejsce, które było pod nim. On był porywaczem, a ja byłam zakładniczką, więźniem, prawda?
- Ale ty powie....
- Zapomnij o tym, co powiedziałem. Byłem pieprzonym kutasem.
To było zwariowane, biorąc pod uwagę, jak szybko Harry zmienił zdanie; nie dowierzałam, ale nie miałam zamiaru się z nim sprzeczać.
- Więc czym teraz jesteśmy? - zapytałam cicho.
Harry nie odpowiedział od razu, jeszcze przez chwilę nasze języki tańczyły, zanim się odsunął i pocałował dwa razy mój nos. Jego dłonie przykryły moje policzki, a kciuki łagodnie muskały skórę.
Oczy Harry'ego, wpatrywały się w moje, w potem na chwilę przeniosły się na obrzęknięte usta i zdobiący je nieśmiały uśmiech, wiedziałam, że rozważał ponowne ich złączenie. Po kilku sekundach, zamiast potrzeć mój nos swoim, musnął kciukiem moją dolną wargę.
- Nie wiem - pokornie przyznał - ale jesteśmy czymś więcej. Ty jesteś czymś więcej dla mnie.
Jego kciuki kontynuowały pieszczenie moich policzków, a w jego szmaragdowych oczach rezonowała namiętność, jednak nie było to pragnienie, czy żądza przemawiająca przez niego.
Miałam z powrotem Harry'ego.
Ukazała się jego szczera i prawdziwa strona.
- I mam nadzieję, że jestem dla ciebie czymś więcej niż porywaczem.
- Nie całowałabym cię, gdybyś nie był - odpowiedziałam szczerze, nie mając pojęcia czym był Harry, co dla mnie znaczył i jakie żywiłam wobec niego uczucia, dlatego bez namysłu powiedziałam prawdę. Nie mogłam odczytać żadnych emocji w stosunku do niego, czy były one pozytywne, czy negatywne; czy były prawdziwe, czy nie istniejące.
Myślałam, że wiem, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia.
Harry zaproponował mi prawdziwy, miękki uśmiech, a czułość rozświetliła jego oczy, podczas gdy pieścił moje policzki. Mogłabym powiedzieć, że moja odpowiedź go zadowoliła, ponieważ cały gniew wydawał się zgasnąć.
Harry wrócił. Miałam go z powrotem.
Cała złość i irytacja wyparowała. Jego zielone oczy mówiły, że mu przykro, ale w każdym razie to jego usta to powiedziały.
- Przepraszam - powiedział nagle.
Nieznaczne zmieszanie odbiło się na mojej posturze, kiedy zastanawiałam się za co przeprasza. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam pytająco na Harry'ego, mając nadzieję, że poda szczegóły.
Przesunął się do przodu, wówczas pocierając dłońmi moje ramiona, oparł swoje czoło o moje. Jego zielone oczy miały tak jasny odcień, jakkolwiek to możliwe. Hipnotyzowały w najbardziej tandetny i banalny sposób. Jakiekolwiek uczucia, które je owładnęły, czy zielony był mroczny, ciemny albo jasny i iskrzący się - utrzymywały one intensywność, co czyniło prawie niemożliwym, aby mój sparaliżowany wzrok pognał gdziekolwiek indziej.
- Przepraszam, że ci nie zaufałem i przepraszam, że się z tobą kłóciłem, i przepraszam za zareagowanie w ten sposób, nawet gdy wiedziałem, że jesteś w posiadaniu patyka.
Wpatrywałam się z przyjemnym szokiem na przeprosiny, wylewające się z ust chłopaka, jednocześnie odczuwając radość i smutek; powiedział, że jest mu przykro, lecz także przez robienie tak, pokrywając nową nawierzchnią wcześniejsze przygnębione uczucia. Brak zaufania Harry'ego był bardziej oczywisty niż zazwyczaj. Mały uśmiech zdobił usta, przekazując także smutek.
- Naprawdę mnie zraniłeś - przyznałam cicho.
Oboje wiedzieliśmy, że nie miałam na myśli bólu w kostce. Byłam zła, ponieważ Harry nie chciał albo nie mógł mi zaufać, nie teraz, ale przed jego przeprosinami. Jednakże, to był ciężki smutek, rozczarowanie i nutka porażki, z którą miałam do czynienia. Zdenerwowało mnie, że od razu doszedł do wniosku, iż próbowałam uciec, tylko po to, aby rzucić moją drobną posturą o ziemię bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. 
Zmartwiło mnie to, że jego chłód wciąż trwał, pomimo wiedzy, że wcale nie starałam się uciec i to bolało jak szybko Harry się zmienił, ze swawolności, którą kochałam, do gniewu, do którego żywiłam urazę.
Harry wyglądał na zaniepokojonego, zaniepokojonego tym, że naprawdę mnie to zabolało. Wyrzuty sumienia przeszły przez jego twarz, mieszając się z żalem i winą, która sama w sobie sprawiła, że chciałam mu wybaczyć. Ale czy naprawdę mogłam pozwolić, aby jego okrucieństwo przeminęło? Czy mogłabym o tym całkowicie zapomnieć, ponieważ wyglądał i brzmiał, i może - prawdopodobnie - najprawdopodobniej - z pewnością przepraszał?
- Wiem - mruknął smutno. - Byłem kretynem i przepraszam. Przepraszam za skrzywdzenie ciebie, to ostatnia rzecz, jaką chciałbym zrobić. Po prostu... Liam mi coś powiedział, a ja...
Zmarszczyłam brwi. Nowo odkryta złość wychodziła na powierzchnię, dla odmiany skierowana w stronę Liama.
Pieprzony Liam.
Nigdy wcześniej nie czułam gniewu wobec niego, zazwyczaj było to zdezorientowanie i ból. I nie potrafiłam zrozumieć, jaki miał ze mną problem; dlaczego próbował sabotować moją i Harry'ego... lepszą relację.
- ... Ale to nie ma znaczenia. Nie powinien go, kurwa, słuchać. Nie mogę go winić.
Ja mogę.
- To moja wina.
Spojrzałam na Harry'ego, odrobinę dotknięta i zmieszana. Byłam świadoma i zaznajomiona, jak chłopak potrafił szybko zmieniać nastroje, jak szybko zmieniał zdanie. W jednej minucie był wściekły, a w następnej spokojny i słodki, delikatnie ściskając moją drżącą posturę. W kolejnej minucie zabawny i beztroski, a w następnej szorstki i nie potrafiący zapanować nad gniewem. W jednej minucie szczęśliwy, w następnej nie. Wahania nastrojów Harry'ego były tak szalone, że sprawiały chaos w mojej głowie. 
- Jak ty to robisz? - wymamrotałam cicho, marszcząc brwi w zupełnej dezorientacji.
- Co? - Harry odzwierciedlił moje zamieszanie.
Westchnęłam cicho, zagryzając wargę, myślałam, jak to ująć w słowo.
- Ty... cóż, w jednej minucie jesteś zły, a w następnej taki... nie. Nie rozumiem tego.
Trudno było za nim nadążyć.
Harry wydawał się przetwarzać moje słowa, myśląc nad nimi. Zmarszczył czoło, wyglądając na zamyślonego, wówczas gdy ja cierpliwie czekałam na odpowiedź. Wtedy się uśmiechnął, spoglądając na moje usta, a potem na oczy.
- Uświadomiłem sobie moje złe podejście, kiedy miałem twój język w dole gardła - powiedział ochryple.
Uśmiechnęłam się, próbując nie śmiać się z jego tonu, podczas gdy rumieniec wkradł się na moje policzki. Nie zorientowałam się jeszcze, że moje ramiona opierały się o jego, a dłonie wciąż miałam zakute kajdankami. Podniosłam je i przeniosłam na t-shirt chłopaka, zaciskając go w pięściach.
- Poważnie. - Uśmiechnęłam się, patrząc na niego.
Harry szeroko się uśmiechnął.
- Cóż mogę powiedzieć? Jestem tajemniczym mężczyzną.
Nie naciskałam na niego, bo przyszło mi do głowy, że sam nie wie, dlaczego miewa takie wahania nastroju. Czasem to działało jak przełącznik, jedno pstryknięcie i był prawie nie do poznania. Chociaż, pomijając dzisiejsze wydarzenia, nie mogłam zaprzeczyć, że dzisiaj nie byłam świadkiem dużych zmian w Harrym. Jego gniew prawie przygasał, tylko słowa Liama i mój niezgrabnie wybrany czas mógł podpalić tą iskrę. 
Ponownie się uśmiechnęłam.
- Ale ja naprawdę przepraszam - powtórzył, uśmiech znikał z jego twarzy i spojrzał na mnie z poważną miną. - I cieszę się, że się postawiłaś. Nie wycofuj się, kiedy zachowuję się jak pieprzony dupek, dobrze?
Praktycznie w zachwycie podniosłam wzrok na Harry'ego i uśmiech natychmiast szarpał moimi wargami, niedowierzanie zamąciło moją ekspresję z niezaprzeczalnym szczęściem, kiwnięciem głowy zgodziłam się z nim. Może go odczytałam, ale to był naprawdę wielki krok, prawda? Nie chciał, abym przez cały czas była uległa, nie chciał, abym wycofała się do własnej skorupy i całkowicie ustąpiła, wiedząc, że nie ma racji.
Harry pod wpływem chwili powiedział słowa "musisz znać swoje miejsce", ale jego czyny sprzed kilku minut, gdy kazał mi to odwołać, były całkowicie sprzeczne z tym, co mówił. Nie miał na myśli tego, co powiedział wcześniej, ale to, co powiedział teraz.
- Nie zrobię tego - obiecałam z uśmiechem, składając pocałunek na jego policzku.

~*~

Tylko Bóg wie, jak mylące jest to, że zaledwie kilka godzin temu krzywiłam się na ból w sercu przez brak zaufania Harry'ego, a teraz to się całkowicie zmieniło i ból przygasał. Miękki uśmiech na moich ustach był powodem szczęścia chłopaka. 
To było szalone, bardzo szalone.
I nie przejmowałam się tym.
Ani trochę.
Moja głowa spoczywała na piersi Harry'ego, kiedy oboje leżeliśmy na kołdrze jego podwójnego łóżka, a jego dłoń głaskała moje włosy. Nasze nogi były splecione, a moje pięści zaciśnięte na jego koszulce. Wsłuchiwałam się w stały rytm bicia serca i miękkiego tonu jego głosu, kiedy szeptał do mojego ucha czułe słówka. Czułam się tak spokojna i zrelaksowana, delektując się poczuciem zupełnej ciszy.
- Czego się boisz? - spytałam.
Jego dłoń wciąż muskała moje włosy, uspokajając nas tym obu, kiedy jego duże długie palce przeczesywały brązowe pasma. Jego ton nie sugerował, że był zaskoczony tym nagłym i całkowicie nieistotnym pytaniem, który wyszło znikąd, ale wydawało się, że Harry przyzwyczaił się do moje niewinnej ciekawości i naturalnej chęci mówienia wszystkiego, co mam na myśli.
- Kto powiedział, że się czegoś boję?
- Każdy się czegoś boi, czy chce się do tego przyznać, czy nie. - powiedziałam, kiwając głową przy klatce Harry'ego.
Zaczął zastanawiać się nad swoją odpowiedzią.
- A ty, czego się boisz?
- Klownów - odpowiedziałam natychmiast, nawet nie musiałam nad tym myśleć. - Kiedy-kiedy miałam cztery lata, mama wynajęła klowna na moje urodziny, ale on był łysy i miał makijaż jak z horroru. Graliśmy w muzyczne krzesła, zostałam między innymi ja, on i kilka innych osób, ktoś zatrzymał muzykę, a ja szybko usiadłam na krześle, jednak chyba mnie nie zauważył, ponieważ usiadł na mnie. Nie chcę brzmieć strasznie, ale nie należał do najlżejszych osób. Nie wiem jak to się stało, czy to z powodu jego wagi, ale krzesło runęło wraz z nami. Przygniótł mnie i skręcił mi nadgarstek. Od tamtego czasu jestem przerażona - praktycznie nie odwiedzam wesołych miasteczek.
Harry przez moment milczał, ale potem jak zwykle jego chrapliwy śmiech wypełnił moje uszy. Jego pierś zaczęła wibrować. Nie podniosłam głowy, kiedy on się śmiał, jednak rumieniec wkradł się na policzki, a ja schowałam twarz w jego klatce. 
- No dalej - mruknęłam, na próżno powstrzymując śmiech - zawsze każdy się śmieje. Ale zapominają, że pozostała mi trauma po doświadczeniu z tłuszczem łysego mężczyzny, ubranego w tani, przerażający kostium, a moje urodziny - nie z ciastem, ale lekarzem szarpiącym moim nadgarstkiem, pytając, czy mnie boli, kiedy rażąco cierpiałam z powodu jego wagi - zaczęłam dramatyzować - okrutne. Mówię ci, to było okrutne.
Śmiech Harry'ego przez chwilę stał się głośniejszy, dopóki nie ustąpił do lekkich chichotów.
- Boję się również gołębi - przyznałam.
- Czemu? - zapytał zdezorientowany. - Co jest w nich złego?
Wzdrygnęłam się.
- Co jest w nich złego? Co jest w nich dobrego? Latają wokół ciebie i starają się ukraść twoje jedzenie! Raz jadłam kanapkę w pobliżu plaży i sięgnęłam do torby po picie, a gołąb przyleciał i zwędził ją! Ale przedtem trzepocząc przed moją twarzą i strasząc mnie prawie na śmierć!
Spotkałam się z jego znajomym ochrypłym śmiechem, z czego powinnam być urażona, ale wprawdzie nie byłam. Czułam się w pewnym sensie dumna i spełniona, że wywołałam u niego śmiech, to było rzadkością.
- Nie uważasz, że są one słodkie? - spytał.
Podniosłam głowę z jego klatki, spotykając się z jego oczami, gdy uniosłam swoje brwi.
- Nie - pokreśliłam. - A ty uważasz, że są słodkie? - zapytałam z oburzeniem. Moje usta otworzyły się w zamieszaniu, nie mogłam pojąć, jak ktoś mógł znaleźć ikrę słodkości w tych diabłach.
Chłopięcy, chrapliwy śmiech dotarł do moich uszu, szeroki uśmiech szarpał jego wargami, ukazując swój uroczy dołeczek, który nigdy nie wywołał we mnie poczucia zazdrości.
- Nie - powiedział. - Po prostu myślałem, że ty tak uważasz.
- Źle myślałeś - natychmiast odparłam. - W rzeczywistości myślałeś absolutnie i całkowicie błędnie.
Ponownie się zaśmiał, a rozbawienie widać było w jego ekspresji, kiedy spojrzał na mnie i oparł się na łokciach.
- Okej, przepraszam za wyraźny brak orzeczenia, teraz mogłabyś ponownie osadzić swoją dość małą główkę na mojej klatce? - wyszczerzył się, co zwiększyło jego niewinność, sprawiając, że wyglądał na kilka lat młodziej. - Było naprawdę wygodnie.
Gdy tylko się uśmiechnęłam, powróciłam do wcześniejszej pozycji; moja głowa z powrotem oparła się na jego piersi, dłonie zacisnęły na białej koszulce, tuląc się do niego.
- Więc - powiedziałam cicho - czego się boisz?
Dłoń Harry'ego kontynuowała miękkie, słodkie ruchy przed moim nagłym poruszeniem, głaszcząc włosy, przyklepywała ich bałagan. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, ciesząc się komfortem, jakie przyniosło mi to działanie.
Było tak spokojnie i cicho. Nie byłam jeszcze w stanie pojąć, jak wcześniejsze słowa, które wyleciały z moich, jak i Harry'ego ust zawierały tyle gniewu i jadu, aby ostatecznie wymierzyć drugiemu cios. Powietrze wokół nas było naładowane, oddechy ciężkie, kiedy wpatrywaliśmy się w siebie ze zmrużonymi oczami.
A teraz leżałam z pełnym zadowoleniem, opierając głowę o jego klatkę. Ciepło biło spod jego cienkiej koszulki, którą kurczowo ściskała moja mała dłoń, jakbym obawiała się, że Harry zaraz zniknie. Jego duże dłonie zaplątane w moje długie włosy, a nasze kończyny w pościel. Otaczał nas błogi spokój.
- Wysokości - Harry w końcu odpowiedział. - I samolotów, zwłaszcza ich.
Czekałam w ciszy, ciekawa, dlaczego tak ich się obawiał.
- To znaczy, one nie są naturalne. To nie jest naturalne, aby wnieść się nad ziemię - i nie rozumiem, jak one działają - jak utrzymują się w powietrzu? Jak one, kurwa, opierają się grawitacji? - zaczął chaotycznie. - To nie jest normalne, nie łapię jak ludziom może się to podobać. Och, tak, to bardzo pocieszające uczucie, że w każdej chwili możesz się rozbić. To nie to samo co samochód, pociąg czy autobus, nie możesz wysiąść, prawda? Jesteś w pieprzonym powietrzu!
Zachichotałam przed końcem przemówienia Harry'ego. Schowałam głowę w jego pierwsi, starając się stłumić coraz głośniejszy śmiech. Jednak moje próby nie przeszły niezauważone i natychmiast został rozpoznany. I stał się on głośniejszy, kiedy delikatnie podniósł mnie za ramiona.
- Czy ty się ze mnie śmiejesz? - spytał, unosząc brwi.
Jesteś w pieprzonym powietrzu! - zacytowałam, naśladując jego głęboki, męski głos i powolną mowę, co wywołało u mnie jeszcze głośniejszy śmiech.
Spoglądając na niego, mogłam zauważyć, że sam walczył z uśmiechem.
- Okej - powiedział spokojnie, ciągnąc mnie do poprzedniej pozycji - ale ty wciąż boisz się klownów, a ta historia dalej będzie zabawna, więc nie masz, z czego się śmiać.
Powróciłam do wygodnej pozycji, cicho chichocząc,
- Dobra, dość - powiedziałam, zauważając zmieszanie Harry'ego, a wręcz paranoję, wypowiadając się z humorem na temat samolotów. nawet jeśli historia na temat klownów była zabawniejsza.
Po kilku chwilach milczeliśmy, a ja cieszyłam się tym spokojem, słuchając bicia serca chłopaka i czując, jak jego klatka wznosi się i upada.


- Ale najbardziej ze wszystkiego - później odezwał się cicho - boję się, że cię stracę.
Moje serce poszybowało; przekręciło się; szarpnęło i ogrzało. Nagle zostałam przytłoczona masą emocji, jednak żadne z nich nie było negatywne. Nie czułam się urażona słowami, które opuściły usta Harry'ego ani nie czułam się nimi zdegustowana, choć wiem, że powinnam.
Była tak przytłoczona, tak zaszczycona, tak... tak rozgrzana jego słowami.
Troszczył się o mnie, oświadczyłam radośnie, naprawdę to robił.
Być może albo najprawdopodobniej miałam urojenia, albo byłam szalona czy chora psychicznie. Nie obchodziło mnie, że jakakolwiek logika została zignorowana i poszła w niepamięć, działając nie jednostronnie, ale naprzeciw. Nie obchodziło mnie, że zwariowałam. Nie obchodziła mnie żadna z tych rzeczy.
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam cicho.
Nie lubiłam, kiedy Harry zmieniał się, gdy gniew przysłaniał jego dobrą stronę, gdy jego brak zaufania był zbyt oczywisty i uważał, że nie byłam wobec niego lojalna. Ale byłam. Albo głupia. Albo oba. Kiedy miała miejsce jego przemiana, natychmiast zatęskniłam za jego dawną, niedocenianą zmianą charakteru.
Tęskniłam za Harrym i jego czułym dotykiem, za tym, którego nazywałam moim kędzierzawym zdobywcą z łapiącą w sidła dominacją i ponurą aurą. Niemniej jednak był to bezczelny chłopiec z dołeczkami podczas uśmiechu i jasnymi szmaragdami. Tak, porwał mnie, ale często sprawiał, że zapominałam o tym.
Czasem, kiedy ramionami obejmował moją drobną posturę, cała wiedza o mojej obecnej sytuacji znikała. Pozostałam w objęciu mojego porywacza, który dłonią gładził moje włosy, lub słodko pocierał swoim nosem o mój. Delektowałam się jego dotykiem, ciepłem i niesamowitą wrażliwością, czego nie potrafiłam pojąć. Nie znałam i nie mogłam określić moich uczuć w stosunku do niego - jeśli jakiekolwiek miałam - ale z pewnością wiedziałam, że wiele rzeczy się zmieniło. Wszystko tak bardzo się odmieniło.
- Co masz na myśli? - spytał. Ciekawość i zamieszanie prowadziło jego niskim, ochrypłym głosem.
- Ja-ty jesteś inny, gdy jesteś zły - przyznałam cienkim głosem.
Pragnęłam szczęścia, które promieniowało od jego wielkiego uśmiechu, słodyczy małych, uroczych gestów, które przeczyły stereotypom na temat porywaczy. Przez ostatnie kilka dni byliśmy radośni, pomimo mojego samookaleczenia i myśli kłębiących się gdzieś z tyłu głowy, myśli, które zginęły pomiędzy innymi; wśród szczęścia, które było tak obce, ale zarazem tak świeże.
Rozumiał, co miałam na myśli. Zawsze rozumiał.
Wolna dłoń Harry'ego powędrowała do mojej, która leżała u mojego boku, splatając nasze palce, dał jej pocieszający uścisk.
- Nigdzie się nie wybieram - obiecał cicho - nie bez ciebie, kochanie. Nie bez ciebie.
Czy nie powinnam się czuć jak w potrzasku, zdegustowana, duszona, złapana w jego ciasne, surowe szpony? Czy nie powinnam odepchnąć jego ramion, uciec z pokoju, powstrzymując wymioty spowodowane jego słowami? Czy nie powinnam czuć niezaprzeczalne poczucie smutku i złości z powodu tego, co powiedział Harry, bo jedyną logiczną rzeczą, jaką powinien zrobić, to zostawić mnie?
Oczywiście, powinnam.
Ale nie zrobiłam tego.
I nie potrafiłam tego wyjaśnić.
Nie zrobiłam tego i czułam kompletnie coś przeciwnego.
To było złe, chore, nielogiczne i nieracjonalne, a ja byłam tak zagubiona, zdezorientowana i zmieszana, jednak czułam się pewniej, rozgrzana i czułam się komfortowo z jego słowami.
Moja głowa była totalnym bałaganem; uczucia i emocje były niczym plątanina pajęczyny, której nie mogłam rozszyfrować. Już dawno straciłam zdrowy rozsądek.
Ale nie przejmowałam się tym. Uśmiechałam się,


Wieczorem wraz z Harrym leżeliśmy w łóżku, ignorując telefony od Louisa i reszty chłopców z prośbą o nasze przybycie. Oboje byliśmy bardzo zmęczeni i zadowoleni, leżąc pod ciepłą i wygodną kołdrą. Podobnie jak wcześniej, zawitała do nas spokojna i cicha atmosfera, to wszystko sprawiało, że powoli zapadałam w sen.
Ale zostałam nakarmiona niezliczoną ilością tabliczek czekolady i mimo zmęczenia wciąż one były we mnie. Całkowicie zignorowałam moje chichoty, wypełniające powietrzem, które przerwały ciszę i spokój. Ciężko walczyłam, aby ujarzmić moje rozbawienie.
- Jesteś urocza nawet wtedy, gdy jestem śpiący, a ty śmiejesz się z niczego - powiedział stłumionym głosem, ponieważ odwrócił się w moją stronę, a jego głowa schowała się w poduszce.
Siedziałam prosto ze skrzyżowanymi nogami pod kołdrą.
- Oszust! - zawołałam. - Śmieję się z twojej reakcji, kiedy znalazłeś bezglutenowe pianki i to mnie bawi.
Harry uniósł brwi.
- To jedzenie diabła.
- „Co do [pip], to Zayn [pip] zrobił, prawda? [Pip], bezglutenowe pianki, muszę je [pip] spalić. Fuj, to obrzydliwe, jak ludzie [pip] mogą je jeść? One są jak papka i nie posiadają glutenu.
Natychmiast zaczęłam się śmiać z powodu mojego okropnego naśladowania.
- Tak na wszelki wypadek, używałam "pip" zamiast twoich przekleństw, ale nie mam tak niewyparzonych ust jak ty, więc trochę pozmieniałam.
Harry spojrzał na mnie rozbawiony i zdezorientowany. Uśmiechnął się krzywo, zmarszczył czoło i usiadł z czarującym spojrzeniem,
- Po pierwsze, nie mówiłem [pip] tak wiele razy, po drugie, myślę, że trochę przesadzasz. Po trzecie, czy właśnie zacytowałaś „Agentów bardzo specjalnych”? I po czwarte, już nie dostaniesz tyle czekolady w tak krótkim okresie czasu, ponieważ szalejesz.
Otworzyłam usta.
- I nie opowiadaj kawałów z czekoladą.
Zamknęłam buzie, wydymając wargi.
- Wiedziałeś, że dołeczki są mięśniowym odkształceniem? - powiedziałam z uśmiechem.
Zamrugał, nie wiedząc, co zrobić, czy powiedzieć. Znowu chciało mi się śmiać ze zdezorientowania i oszołomienia, mieszających się całkowicie oblepiając jego twarz.
- Czy-czy ty właśnie powiedziałaś, że jestem zdeformowany? - zapytał całkowicie zmieszany; zmarszczył brwi i rozchylił usta.
- Nie ja - odezwałam się - tylko nauka.
Przez chwilę Harry patrzył na mnie w kompletnej ciszy, nic się nie odzywając, a ja szeroko otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się. Żadne z nas nic nie mówiło, a potem, jak zawsze bez żadnego ostrzeżenia, twarz Harry'ego wybuchła głośnym, chrapliwym śmiechem, który odbił się od ścian.
Nic się nie odezwałam, tylko uśmiechnęłam się, czując drżenie jego klatki.
- Jesteś, kurwa, nie do opisania, mały ptaszku.
Pochylił się do przodu, a jego duże dłonie okryły moje policzki, kiedy jego śmiech dobiegł końca. Posłałam mu mały uśmiech, wówczas gdy jego szmaragdowe oczy wpatrywały się w moje, a kciukiem delikatnie gładził skórę, musnął moje wargi. Ten czyn był jak zawsze delikatny i słodki, nagły i gwałtowny, ale miła odmiana w stosunku do tego, co robiliśmy wcześniej.
Jego twarz była tak blisko mojej, jego wargi niedaleko od moich, wdychaliśmy własne oddechy.
- Chcę cię zabrać na randkę.
Zatrzymałam się, z trudem łapiąc oddech w kompletnym szoku. Nie spodziewałam się tego. Zamrugałam kilkakrotnie, starając się dowiedzieć czy dobrze go usłyszałam, czy mój umysł dobrze zarejestrował słowa, które opuściły jego usta. Byłam pod wrażeniem i nie wiedziałam jak się czuję; co powinnam zrobić.
- Chcesz mnie zabrać na randkę? - spytałam cicho, nie mogąc powstrzymać zakłopotanego uśmiechu szarpiącego moimi wargami.
- Chciałabyś, żebym zabrał cię na randkę?
- Chciałbyś, żebym ja chciała, abyś zabrał mnie na randkę? - odparłam żartobliwie go drażniąc.
Podniosłam kołdrę i ukryłam w niej twarz, powstrzymując chichot. Zerknęłam na niego spod niej. Jego postawa zamarła, a uśmiech już nie zdobił jego ust.
- Co!
Znowu zachichotałam, odrzucając kołdrę, przyglądałam się mu, przygryzając wargę.
- Chciałbyś, abym ja chciała, aby...?
- ... Lubisz się ze mną bawić, prawda?
Nie minęła sekunda, a Harry umiejętnie zmienił nasze pozycje. Prześcieradło splątało się z naszymi ciałami, wówczas gdy po raz trzeci tego dnia znalazłam się pod nim, uwięziona w znajomej pozycji. Sapnęłam, kiedy w jednej chwili spoważniał. Jego uśmiech całkowicie zniknął, a ja przełknęłam ślinę pod jego twardą postawą i chłodnym wyrazem twarzy. Leżał na mnie, odrzucając kołdrę.
- Mam sposoby, które sprawią, że będziesz miła - mówił pokornie.
Jego dłonie przeniosły się na moją klatkę i bok, wciąż zamrożony w zamieszaniu i lekkim strachu, byłam totalnie zaskoczona, kiedy zaczął mnie łaskotać.
Cała powaga poszła w zapomnienie, kiedy śmiech przedarł się przez moje gardło. Chichot uciekał z moich ust, gdy Harry mnie łaskotał. Wiłam się i walczyłam pod jego wagą, krzycząc w proteście.
- H-harry! - zawołałam między salwami śmiechu. - P-przestań!
- Hmm, ta metoda nigdy nie zawodzi. Zapamiętam to sobie - zagroził żartobliwie.
Ostatecznie, zaznaczam, że ostatecznie, po moich walkach, aby odzyskać swój oddech, dyszałam i drżałam z ciągłego śmiechu, przeklinając Harry'ego, że wykorzystywał taką pokręconą metodę. Kiedy zszedł ze mnie, wzięłam to za okazję, aby uderzyć go poduszką.
- Nie łaskocz mnie! - zarządziłam, uderzając go poduszką, gdy nie przestawał się śmiać. - Kretyn! Mogłam się posikać!
Harry wydawał się całkowicie nie wzruszony ciągłymi zderzeniami poduszką z jego ciałem. Trzymał się za brzuch, mając prawie gorszy niekontrolowany atak śmiechu ode mnie. Potrząsnął swoją głową, rozciągając uśmiech przez wargi, ukazał dołeczek, mrużąc oczy podczas śmiechu. Przestałam go bić, nie mogąc powstrzymać śmiechu, ponieważ niezaprzeczalnie jego był zaraźliwy.
- Zamierzałam powtórzyć to, co mówiłam o twoim odkształceniu mięśni, ale teraz nie sądzę, że to zrobię - powiedziałam, utrzymując język za zębami.
Harry odpowiedział wdzięcznym uśmiechem.
- Więc co ty na to, aby powrócić do mojej poprzedniej metody?

Może to było tak wyniosłe z powodu śmiechu, albo już nie troszczyłam się o nic lub po prostu, dlatego, że chciałam, ale skinięciem głowy i uśmiechem zmniejszam odległość między nami i złożyłam na jego policzku całus.

__________________________

Mam tylko szczerą nadzieję, że nic się z tym rozdziałem już nie stanie. Rozdział był już gotowy o 11, ale cóż, męczyłam się z akapitami, które mi się nie zapisały.
Och jeju, nawet nie wiecie ile razy w tym rozdziale Birdy i Harry się uśmiechali. Nie, poważnie to tego nie liczyłam, ale myślę, że sami to zauważyliście. To był jeden z tych rozdziałów, które się przyjemnie tłumaczyło, tylko nie zbyt miałam na to czas, ale to już mnie ważna część tego zdania :)
Teraz piszę do tych, którzy nie przeczytali poprzedniej notki. Zróbcie to. Poważnie. Pojawiło się kilka zmian, którą m.in. jest wattpad (http://www.wattpad.com/story/25117966-little-bird) Nie będę jej tutaj przepisywać, po prostu sami zobaczcie. Och, a jeżeli chodzi o wattpadową wersję, muszę go pierw zrozumieć (jestem już na dobrej drodze) i z pewnością pojawią się nowe rozdziały. Jednak pozostaniemy wierne bloggerowi i głównie będziemy skupiać się na nim.
Także miłego niedzielnego popołudnia x.


Zostaw po sobie komentarz.

Możesz również wyrazić swoje zdanie na twitterze z hashtagiem #LittleBirdPL.

21 komentarzy:

  1. o matko genialne czasami warto długo czekać na taki awwwiasty rozdział jak tutaj. Harry ma takie wahania nastrojów jak ja :d hahha XD genialny misia jak zawsze jestem wam wdzięczna że tłumaczycie dla nas to opowiadanie :* i tak powinno być, a
    Li ukrywa -,- no nic teraz trochę poczekam na nowy rozdział, ale tak musi być :d Kocham was <3 jestem ciekawa jak będzie na randce ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, dziewczyny, kocham was. Czytałam ten rozdział z wypiekami na twarzy, wybrałyście świetne opowiadanie i doskonale je tłumaczycie. I nieważne, ile będziemy musieli poczekać na następny rozdział, ponieważ już nas złapałyście. Poza tym, miesiąc to nie tak długo.
    Do następnego.
    xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemny rozdział. c: @bumbumbumxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny. Kocham was za to, że to tłumaczycie. Jest to genialne tłumaczenie. Chyba najlepsze jakie czytałam i czytam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. ojejku rozdzial taki dcbjhdbcjsdh <3 kocham takiego harrego

    OdpowiedzUsuń
  6. Wejdźcie na Twittera. I powiedzcie mi czy wam pasuje czy nie bo mogę jeszcze zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział naprawdę czytało się bardzo miło :)
    Taki Harry mógłby być cały czas :)
    No i zaprosił ją na randkę!! Łiiiiiiii!!
    Czekam na 28 ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jsjsjajsdfgjkkggfddsaaassdddffghj <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja kocham takie rozdziały ;>
    Są tutaj tacy szczęśliwi, Harry nie zachowuje się jak typowy porywacz, tylko jak słodki chłopczyk, aj! <3
    Boski rozdział! xx
    Pozdrawiam, @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przyjemny rodział!
    Jeeeju, oni są tacy słooodcyy <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojej najlepszy jak do tej pory<3 kochani*.* czekam nn:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy będą scenki +18 ? xD

    OdpowiedzUsuń
  13. To wszystko jest takie urocze i przesłodkie *-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. kocham cię i kocham ten rozdział, dziękuje że tłumaczysz to opowiadanie :) mam nadzieje że za niedługo będzie kolejny :) kocham i pozdrawiam oraz życzę ochoty na tłumaczenie kolejnego i oczywiście chęci :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jezu cudowny ten rozdział! Harry w nim jest taki kochany, a zarazem buntowniczi wogule... Chyba mój ulubion tylko szkoda, że trzeba tyle czekać, ale mam nadzieje, że warto!

    OdpowiedzUsuń
  17. To jest takie awww...Harry na końcu był taki uroczy *-* Mam nadzieję ,że next już niedługo się pojawi :) Kocham Cię za to tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzięki dziewczyny! 👌🙌

    OdpowiedzUsuń