Son

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 33 - Bałagan

Był późny dzień, ale wczesna noc. Gdy wysiadłam z samochodu, moja dłoń została wzięta do nieznanego uchwytu. Spojrzałam na Louisa, który zabrał ode mnie torbę i  z lekkim uśmiechem poprowadził do obcego mi domu.
Wciąż byłam zagubiona, co dało mi możliwość rozwiązania problemu, który nawet nie został stwierdzony. Byłam lekko poirytowania, bo nie chciałam tam być, ale trzymałam zamkniętą buzię, a myśli pozostawiłam dla siebie.
Milczałam, gdy weszliśmy do domu, uznałam to za niepodobne do ostatniego razu, gdy zostałam wraz z chłopcami podczas nieobecności Harry’ego. Czułam wyraźny akcent dyskomfortu i niepokoju, który wydawał się być oczywisty dla każdego. Rozmawiali cicho, jakby wierzyli, że jakakolwiek rzecz może mnie aktywować i znów zaczęłabym beczeć. Podchodzili do mnie jak do skorupki i traktowali mnie jak kruche szkło.
Dopiero co przyjechałam. A już chciałam wyjść.
Czułam się źle z tym, że potajemnie ukrywałam niewdzięczność do nich, bo wiedziałam, że moje samopoczucie było w ich najlepszym interesie. Nie powinnam czuć takiej niechęci do ich pomocy, ale nie mogłam nic poradzić na to, że nie zgadzałam się z ich motywami. Nie zgadzałam się, że zabranie mnie od Harry'ego, było tym co najlepsze.
Podążyłam za tropem Nialla do, jak mogłam sądzić, salonu, stwierdzając, że było już włączone światło, a telewizor grał, oddając w tle szum. Zayn siedział na kanapie, stukając coś w swoim telefonie, a kiedy weszliśmy podniósł wzrok, wstał i powitał mnie z ciepłym uśmiechem.
- W porządku, Birdy? Nie spodziewałem się, że cię tutaj zobaczę.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, zdezorientowana, dlaczego nie powiedzieli Zaynowi, że znajdę się w wyobcowanym domu, który napędzał mój niepokój. Wyobrażałam sobie, że przynajmniej coś mu powiedzą, ale zmarszczyłam brwi, gdy odezwał się ponownie:
- Nie liczyłem, że Harry pozwoli ci być, choć parę metrów z dala od niego - wyjaśnił tak po prostu.
Kiwnęłam lekko głową, myśląc, w jaki sposób Harry śmiało wyrażał swoją niechęć, a wręcz gniew na samą myśl o opuszczeniu mnie na chociażby jeden dzień, nie myśląc nawet o dwóch. Moje spojrzenie padło na podłogę, smutny uśmiech wskoczył na usta. Większa część mnie chciała, abym ustała z nim, odrzucając ofertę, a raczej rządzę, gdy zostawiłam komfort i bezpieczeństwo u Harry'ego. Powinnam wystać dla siebie, ale to było mi obce. Nie sądzę, że naprawdę wiedziałam, co zrobić.
Niezręcznie stałam na środku pokoju, nie do końca wiedząc, co zrobić czy powiedzieć. Czułam się nie na miejscu. Połykając ślinę, schowałam kosmyk włosów za ucho.
- No, Birdy, jak się trzymasz? - zapytał Louis.
Położył dłoń w dolnej części moich pleców i z miękkim uśmiechem poprowadził w stronę kanapy. Usiedliśmy, spoglądał na mnie z troską i przejęciem. Zmartwienie rezonowało w jego błękitnych tęczówkach, gdy marszczył brwi. Powtórzyłam po nim tą czynność, zastanawiając się dlaczego nie przełamie tej niezręcznej ciszy jakimś kolejnym żartem.
I wtedy dotarło do mnie, czemu nie doceniałam jego troski, zamiast wdzięczności i uznania mój mózg gromadził rozdrażnienie i zdezorientowanie. Czułam się, jakbym siedziała przed poradnictwem jakiegoś radnego, ponieważ obliczyli mój każdy najmniejszy ruch. Zachowywali się, jakbym zwariowała, jakbym straciła rozum, jakbym w każdej chwili mogła dmuchnąć.
- Chłopaki, przerażacie ją - skomentował Zayn, patrzył na każdego z nas ze zdezorientowanym wyrazem twarzy - przerażacie mnie.
Miałam nadzieję, że ten komentarz zmieni coś w ich zachowaniu, ale tak się nie stało. Czułam się nie na miejscu i było mi nie wygodnie, jednak nie cierpiałam, kiedy ludzie mi współczuli, nie chciałam ich sympatii - zwłaszcza gdy nie mieli za co mi współczuć
Może wyznanie Liama było dla mnie wielkim ciosem, ale to nie ich sprawa. Mogłam czuć urazę w związku z zabraniem mnie od Harry'ego, a sposób w jaki oni się zachowywali, na pewno tego nie polepszał. Zastanawiałam się, co i dlaczego zmieniło się w ich zachowaniu.
Lekceważąc to, co powiedział Zayn, odezwał się Niall:
- Czy... Radzisz sobie, prawda?
Chłopcy siedzieli po obu moich stronach, a ich uwaga była skupiona wyłącznie na mnie, gdy Zayn się im przyglądał (jego ekspresja była zróżnicowana). Czułam, że tracę oddech pod ich spojrzeniami. Mój lęk wzrastał, a niepokój przeciekał do nerwów.
Nagle wstałam.
- Ja... muszę iść do łazienki - wyrzuciłam z siebie.
- Pójdę z tobą - Niall natychmiast zareagował, również wstając.
Moja głowa rzuciła się w jego kierunku, szeroko otwarte oczy wpatrywały się w niego z kontrastującym wyrazem szoku i przerażenia.
- Na Boga, Niall. Chodź, Birdy, pokażę ci gdzie jest - powiedział Zayn. - Dlaczego nie zrobisz jakiegoś jedzenia, czy coś innego?



- Właściwie to nie mam potrzeby iść do łazienki - przyznałam cicho, gdy dotarliśmy na szczyt schodów. - Tylko musiałam uciec od... no wiesz...
Skinął głową.
- Wiem, że są nieco przytłaczający. Oni tylko się martwią, wiesz? Po tym, czego dowiedzieliśmy się od Liama, słyszę, jak znaleźli ciebie i Harry'ego. Oni są po prostu zaniepokojeni. Niall wciąż czuję się do dupy z powodu tej sprawy.
Tym razem ja kiwnęłam głową.
- Nie zostanę tutaj długo, prawda? - wymamrotałam.
Zayn uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Nie martw się, jeśli Harry ma coś tolerować, to wrócisz z nim szybciej niż myślisz.

~*~

Zayn niestety przerwał swój posiłek, aby pójść odebrać telefon, ku mojemu przerażeniu zostawił z osobami, które obchodziły się ze mną, jak z kruchym szkłem. Traktowali mnie, jakbym miała zaraz pęknąć i czułam się, jakbym rzeczywiście miała to zrobić. Byłam tak zmęczona i nie tylko fizycznie, ale także psychicznie, i nie pragnęłam niczego, oprócz pójścia do łóżka i przespania tego wszystkiego.
Czułam, że ciężar stopniowa zaczynał się powiększać, przytłaczając mnie do momentu, w którym w końcu bym pękła.
Jedliśmy w dość niezręcznej atmosferze, a przede wszystkim było cicho.
Niall i Louis starali się zadać mi jakieś pytania, ale wszystkie dotyczyły mojego samopoczucia. To nie tak, że Louis był kimś takim. Oczekiwałam, że przerwie tą ciężką atmosferę albo podniesie mnie na duchu. Jednakże wydawał się jedynie zmartwiony i zaniepokojony. To odejmowało jego beztroskiemu nastawieniu, które kochałam.
Wszystko było nie na miejscu.
I nadal czułam się nieswojo.
W ciszy chwyciłam swój talerz, na którym leżały resztki nietkniętego jedzenia. Po wyrzuceniu ich do kosza, naturalnie potknęłam się o własne nogi, a naczynie wyleciało z moich rąk.
Po sekundzie w moich uszach rozbrzmiał dźwięk trzaskanego szkła, a serce tak jakby znalazło się w gardle. Czułam się tak samo, jak po pogrzebie dziadka, gdy kubek wypadł z moich dłoni i się roztrzaskał.
I teraz wydawałoby się, że stłuczenie talerza sprawiło, że wszystkie rzeczy, które się przydarzyły, dogoniły mnie. Przytłoczyły mnie swoim ciężarem, jak słoń siedząc na mojej klatce piersiowej, ograniczając pobór tlenu.
Zszokowana otworzyłam usta, które zakryłam dłońmi.
- Bardzo przepraszam! - załkałam w przerażeniu.
Z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w rozbite kawałki.
- Przepraszam - powtórzyłam, pospiesznie się schylając, aby posprzątać to, co wyrządziła moja niezdarność. Gdy tylko to zrobiłam, Louis odzwierciedlił moje ruchy, nie pozwalając mojej próbie posprzątania dojść do skutku.
- W porządku. To bez znaczenia - powiedział uspokajająco, ciągnąc moje ciało to pionowej pozycji.
Przygryzłam wargę, patrząc z niepokojem na nieposkładane fragmenty.
- Przepraszam - powtórzyłam cicho, gdy oblało mnie poczucie winy wraz z innymi różnorodnymi emocjami, które mnie pokonały.
- Birdy. - Niall wyglądał na równie spanikowanego co ja. Położył dłonie na moich ramionach, gdy Louis uwolnił mnie ze swojego uścisku, patrząc tak, że nasze wzroku się spotkały. - Czy kiedykolwiek coś potrzaskałaś u Harry'ego?
Z poczuciem winy zaczęłam unikać jego spojrzenia, rozbita szklanka zasłaniała moje niechlujne myśli.
- Kubek - mruknęłam, patrząc w dół.
- I... czy Harry...? - urwał sugestywnie.
Przejęło mną zdezorientowanie. Zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę na lewą stronę.
- Co?
- Skrzywdził cię? - mówił ściszonym głosem.
Odsunęłam się od niego, co sprawiło, że jego ręce przestały dotykać moich ramion.
- Nie! - załkałam. Sama sugestia dawała dziwne odczucie oburzenia i bólu, który doskonale przekazywał moje aktualne samopoczucie. Pokręciłam głową, ciągnąc usta ku dołowi. Czułam lekkie urażenie jego słowami.
Wiedziałam, że Harry teraz nie czuł się najlepiej ze świadomością, że jego dłoń kiedykolwiek miała kontakt z moim policzkiem. Z początku nie okazywał żadnej skruchy ani nie wydawało się, żeby czuł się winny, ale potem to stało się oczywistym. Nienawidził siebie za to, mówił mi, że było mu bardziej niż przykro.
Jednak już mu wybaczyłam. Ofiarowałam mu swoje przebaczenie i nie cierpiałam myśleć o tym, co zrobił. Głęboko tego żałował i wiedziałam bardziej niż ktokolwiek inny, jaki wpływ na niego miały okrutne czyny jego ojca, powtarzając swoją ostrą rutynę, gdy wrócił poobijany i posiniaczony.
Nie winiłam Harry'ego o to, że mnie uderzył. Powinnam. Naprawdę powinnam go winić. Powinnam go nienawidzić, powinnam się go bać. I tak było w pewnym momencie - jednak nie teraz.
Dzień przed tym, gdy zabrał mnie centrum Londynu, opowiedział mi o swojej rodzinie, a następnego dnia wyznał, jak odniósł swoje obrażenia. Wyjawił, że powodem, przez który nienawidził siebie, był jego ojciec. „Nie chcę być taki jak on. Proszę, nie pozwól mi na to”.
Nie znałam jego taty, ale wiedziałam, że Harry w niczym go nie przypominał. Wierzyłam, że nigdy nie stanie się tak okrutnym człowiekiem, pomimo takiej przeszłości.
Czasem, gdy w ciszy leżymy w łóżku, Harry pieści z taką czułością mój policzek, patrząc wzrokiem pełnym wyrzutów sumienia, jakby wciąż mógł zobaczyć ślad po swojej dłoni. Nienawidził się za to, ale ja nie czułam do niego tej nienawiści.
- Bardzo przepraszam za ten talerz - powiedziałam szczerze, ale znacznie zmniejszyłam przepraszający ton. - Tylko posprzątam to i pójdę spać.
Ponownie uklęknęłam, chcąc pozbierać kawałki potrzaskanego talerza, jednak znów ktoś temu zapobiegł. Ten ruch spowodował, że mój palec dotknął zaostrzonego kawałka. Gwałtownie zassałam powietrze, gdy szkło przedarło się przez moją skórę i pozwoliło, aby krew swobodnie wypływała ze wskazującego palca.
- Cholera - zaklął Louis.
Pozwoliłam, aby moje ciało zostało pokierowane do zlewu i patrzyłam w milczeniu, jak szkarłatny płyn został zmywany przez czystą wodę. Najgorsze było to, że prawie nie poczułam pieczenia, gdy rozcięłam palec. Odrętwienie, które przeniknęło przez moje ciało, pozbawiło mnie jakichkolwiek uczuć.
To tak, jakby wszystkie emocje - które wcześniej we mnie ciążyły - zostały wyssane, pozostawiając po sobie pustkę.
Cisza nie dochodziła tylko ode mnie, gdy Louis przykleił plaster do małego, ale głębokiego cięcia.
- W porządku?
- Tak - mruknęłam z roztargnieniem, spoglądając na mój palec, zmarszczyłam brwi. - Teraz mogę wrócić?
Zarówno na twarzy Nialla jak i Louisa pojawił się grymas, gdy nieśmiało na nich spojrzałam.
- Gdzie wrócić? - spytał delikatnie Louis.
- Do Harry'ego - mruknęłam, walcząc ze łzami, które zebrały się z nieznanego powodu. Łzy zbierały się w moich oczach, a w sercu poczułam szarpnięcie tęsknoty za ciepłym uściskiem, pocieszającym, ochrypłym głosem i ustami, które paliły moją skórę i czule mnie całowały. Czułam się taka samotna i zagubiona bez niego, potrzebowałam... tak bardzo go potrzebowałam.
- Dlaczego chcesz do niego wrócić, Birdy? - zapytał Louis, używając tego samego głosu. Wydawało mi się, że bał się, że mnie zdenerwuje. Choć już byłam zdenerwowana. Potrzebowałam Harry'ego, aby poczuć się lepiej. On mógł mnie pocieszyć.
Było kilka powodów, dla których chciałam wrócić do Harry'ego.
Czułam się z nim bezpiecznie. Czułam się komfortowo.
Z nim czułam, że żyję.
Harry posiadał zdolność do poprawiania mojego humoru, nie wiem, co to było. To mógł być jego delikatny dotyk albo zachrypnięty głos, pocieszające uścisku lub sama jego obecność. To mogły być jego próby pocieszenia mnie czy to, gdy bezinteresownie spędzał ze mną czas, opowiadał mi swoje żałosne żarty albo gdy wytrwale oglądał ze mną Supernatural.
Lubiłam Louisa i Nialla, ale nie chciałam z nimi być. Chciałam być z Harrym. I nie obchodziło mnie, co ktoś sobie myślał, bo moje uczucia były poza kontrolą, poza moim zasięgiem.
W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.
- Za niedługo wrócisz - nalegał Niall, ale ja nie chciałam „za niedługo”, chciałam „teraz”. Pokonana pokiwałam głową i poczułam nagły przypływ zmęczenia. Chciałam pójść spać i mieć spokój, bez towarzystwa, czy ciągłych pytań o moje samopoczucie. Chciałam zatopić moje myśli w ciężkim śnie.
- Mogę pójść spać?
I pomimo wyczerpania, które ciążyło w moim ciele, podobnie do poprzedniej nocy, nie potrafiłam zasnąć. Obracałam się na wszystkie strony i potrafiłam tylko myśleć o tym, że leżę w łóżku Nialla. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę wstać i pójść znaleźć schronienie u Harry'ego. Tym razem nie wiedziałam, co zrobić.
Nienawidziłam, kiedy pomimo zmęczenia, nie mogłam zasnąć.
Ostatecznie ze złością zrzuciłam kołdrę z mojego ciała, sfrustrowana tym, że sen nie przychodził, choć organizm o to błagał. Po cichu na palcach zeszłam po schodach i z westchnieniem usiadłam na skórzanej kanapie. Przez chwilę siedziałam w ciemności, dopóki nie usłyszałam brzęczenia telefonu, a rozświetlony ekran nie rozbudził mnie z transu.
Wyjęłam telefon spomiędzy małej szczeliny i zobaczyłam, że była tam nowa wiadomość tekstowa od kogoś, kto nazywał się „Sean”. Niewiele myśląc, przesunęłam palcem po ekranie, aby go odblokować.
Przypuszczałam, że należał on do Nialla albo Louisa.
Nie obchodziło mnie, czyją był własnością, gdy wchodziłam w kontakty. Przejrzałam liczną ilość imion i nazwisk, aż natrafiłam na „Harry'ego Stylesa”. Natychmiast kliknęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
Zdawałam sobie sprawę, że była 3:34, ale nie przyszło mi do głowy, że Harry może w tym momencie spać. Usłyszałam dźwięk połączenia, zanim rozbrzmiał zmęczony, chrapliwy głos chłopaka.
- Niall? Niall, co jest? Z Birdy wszystko w porządku?
Uśmiechnęłam się na zarówno troskliwy, ale zmęczony głos.
- Wszystko z nią dobrze - odpowiedziałam spokojnie.
- Birdy? Co się stało? Niall jest z tobą?
Zachichotałam na jego niezliczone pytania i potrząsnęłam głową, pomimo że tego nie widział.
- Nie - przyznałam. - Nie mogłam spać, więc zadzwoniłam do ciebie.
Wtedy przez moment zastanawiałam się, dlaczego nie był sceptycznie nastawiony do mojego krótkiego wyjaśnienia, nawet gdy były szczere i niewinne. W odpowiedzi usłyszałam jedynie westchnienie ulgi.
- Dlaczego nie możesz spać?
- Myśli – mruknęłam – ale nie chciałam iść do Nialla, czy Louisa, więc siedzę na kanapie.
Wypuścił delikatny dźwięk.
- Byłoby dobrze, gdybyś tu była – wymamrotał z niechęcią. – Słuchaj, w kieszeni walizki jest coś dla ciebie.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Okej.
- Dobra dziewczynka.
Uśmiech znów pojawił się na moich ustach, gdy westchnęłam.
- Harry?
- No.
- Mów do mnie.
Nie obchodziło mnie, co powie, mógł nawet mówić na temat warzyw. Uwielbiałam go słuchać. Uwielbiałam delikatną troskę w jego ochrypłym głosie. Uwielbiałam jego chrapliwy śmiech, czy chłopięcy rechot. Mógł mówić o wszystkim, a mnie to nie obchodziło. Chciałam go tylko usłyszeć. Po prostu chciałam zamknąć oczy i słuchać jego głosu.
Harry wydawał się doskonale mnie rozumieć. Nie zadawał pytań, nie pytał czemu. On po prostu mówił o wszystkim i o niczym. Jego bezcelowe gadanie uspokajało mnie. Czułam, jak moje powieki zamykały się, a uśmiech zdobił moje wargi, gdy Harry kontynuował swoją przygodę z wyrzuceniem go z Tesco. Sporadyczne chichoty przedzierały się przez moje gardło.
- Tak bardzo, jak kocham z tobą rozmawiać – powiedział spokojnie – jest późno. Naprawdę powinnaś pójść spać, kochanie.
Kiwnęłam głową w zrozumieniu i ziewnęłam głośno, aby udowodnić jego cel, kiedy głośno zaśmiał się na tę ironię.
- Dzięki, Harry – powiedziałam cicho, przecierając oczy i nacisnęłam przycisk kończący połączenie zaraz po tym, jak jego ochrypły głos życzył mi dobrej nocy.
Trzymałam urządzenie w dłoniach, na którym można było zobaczyć napis „połączenie zakończone”.
Czułam na swoich ustach uśmiech, nim zorientowałam się, że zaczynał znikać.
I wtedy zaczęłam płakać.
Słone łzy jak krople deszczu skapywały na ekran telefonu.
Zaczynałam łkać.
Siedziałam w ciemności, a łzy, wobec których byłam bezsilna, spływały po moich policzkach.
- Birdy?
I wtedy, gdy światło rozjaśniło pokój, płakałam jeszcze bardziej, łzy spływały po moich policzkach, kiedy Niall z potarganymi włosami i zdezorientowaną ekspresją wszedł do pomieszczenia. A potem jego niebieskie oczy znalazły mnie, siedzącą na kanapie z niepokojem i paniką wyrażoną na twarzy.
- Co...?
Jego wzrok natychmiast powędrował do telefonu, który trzymałam. Panika zwiększyła swoją dramatyczną wielkość, otworzył szeroko usta i rozszerzył oczy, gdy stres zalał jego ciało. Wyobrażałam sobie, jakie scenariusze przelatują mu przez głowę.
Pokręciłam głową na niezadane jeszcze pytanie, powtarzałam „nie”, gdy szloch wyrwał się z mojego gardła, odbijając się od ścian zacisznego pokoju. Wciąż kręciłam głową, oddając mu telefon, aby mógł zobaczyć do kogo dzwoniłam.
Nie było połączenia na policję, tylko do Harry'ego.
Przycisnęłam dłoń do drżących warg w nieudolnej próbie powstrzymania ich. Moje ciało trzęsło się, gdy szloch opuszczał moje usta, a ja starałam się to powstrzymać i gdy spojrzałam na Nialla w czystej desperacji i bezradności, prosiłam o kilka słów pocieszenia. Chłopak patrzył na mnie w ciszy, otwierając i zamykając usta. Najwyraźniej nie mógł znaleźć żadnego słowa. 
- N-nie dzwoniłam n-na policję, tylko do Harry'ego - załkałam.
Mogłam zadzwonić na policję. Mogłam zadzwonić do mamy. Mogłam zadzwonić do kogokolwiek, kto by mi pomógł, mogłam nareszcie uciec od tej sytuacji, ale byłam zagmatwana. Mogłam uciec od mojego porywacza, miałam szansę. 
Ale nie skorzystałam z niej. Miałam wrażenie, że moje czyny były kontrolowane, gdy przewinęłam przez listę kontaktów Nialla i natrafiłam na Harry'ego, bez namysłu wybierając jego numer. Nawet nie zastanawiałam się do kogo zadzwonić, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby zadzwonić na policję. A jednak, gdy zakończyłam rozmowę i trzymałam urządzenie w dłoniach, zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam.
- C-co jest z-ze mną nie tak? - spytałam beznadziejnie.
- Co się dzieje?
Nawet nie wzdrygnęłam się ani nie uznałam jego zmęczonego głosu, który pewnie przyszedł sprawdzić w czym było całe zamieszanie i dlaczego histeryczny szloch nastolatki obudził go ze snu. Zakryłam twarz dłońmi.
- To nie miało tak wyglądać - załkałam, kręcąc głową, bo to, co robiłam, przeczyło wszelkiej logice i rozsądkowi.
Nigdy nie lubiłam logiki, nawet nie przysięgałam, że nie będę jej kwestionować, bo powodowała dużo niejasności, jednak znów przekroczyłam sens. Byłam tutaj, tracąc emocje.
Czułam jak kanapa ugina się, gdy Louis usiadł obok i swoim humorystycznym głosem próbował mnie pocieszyć. Delikatnie zabrał moje dłonie z twarzy i odwrócił tak, abym była z nim twarzą w twarz. Jego twarz wyrażała smutek i troskę, a moja była zamazana łzami i smutkiem.
- Nie powinnam do niego dzwonić, prawda? - zajęczałam, podnosząc głos wyżej o oktawę. - Powinnam zadzwonić na p-policję, ale nie zrobiłam tego i nie wiem czemu. A teraz znowu płaczę!
Louis wyglądał na całkowicie zagubionego i zszokowanego, bo nie zadzwoniłam na policję, ale do Harry'ego. Starał się uśmiechnąć najlepiej, jak mógł, patrząc na mnie, chciał dodać mi odrobinę otuchy, ale widziałam, że wcześniej zmarszczki gniotły jego czoło.
- Jest dobrze, Birdy - upierał się. - Jest dobrze.
Ale nie było dobrze, prawda? To nawet w najmniejszym stopniu nie było dobre ani w porządku. To nie było rozsądne. Nie zadzwoniłam na policję. Nie wykorzystałam okazji podniesienia telefonu, wybrania 997 i poinformowania ich o zaistniałej sytuacji. I wtedy łzy zebrały się w moich oczach.
Po prostu płakałam coraz mocniej.
Znów płakałam.
Zawsze płakałam.
Dlaczego nie mogłam zaakceptować tej sytuacji? Dlaczego chciałam zaakceptować tę sytuację?
Boże, moja głowa była jednym, wielkim bałaganem.
Louis spojrzał na mnie z troską, współczuciem i niepokojem. Patrzył na mnie z zamkniętymi ustami i wyobraziłam sobie, że był cicho, bo chciał, żeby był tu Harry. On zawsze wiedział, jak mnie uspokoić. Był moim spokojem wśród burzy, którą stworzył. Był delikatnym, kojącym głosem i światłem w ciemności. Był problemem, ale także rozwiązaniem. Był wszystkim, czego nie potrafiłam zrozumieć.
- Czuję, jakbym nie mogła oddychać i to boli, ale nie chcę, żeby to się skończyło. To j-jest takie przytłaczające i nie mogę... nie mogę zrozumieć, co się ze mną dzieje. To tak jakbym była w środku burzy i z każdej strony coś mnie szarpało, ale jednocześnie czuję się pełna, świeża i zużyta. To najbardziej niewytłumaczalne uczucie. Nie-nie wiem, co mogę zrobić i nie wiem, dlaczego znów płaczę. Nic nie rozumiem.
Pociągnęłam nosem, ocierając łzy wierzchem dłoni, gdy pokręciłam głową, wypuszczając coś pomiędzy szlochem a westchnieniem. Czułam się beznadziejnie, pokonana i zagubiona. Ponownie chciałam znaleźć telefon, nie żeby zadzwonić na policję, ale usłyszeć kojący głos Harry'ego. I z tą myślą płakałam mocniej - ponieważ mój umysł był zabałaganiony i mylny, tak niedorzeczny, tak... trudny do opisania.
- Zabierz mnie z powrotem - jęknęłam, patrząc na Louisa spod moich długich, przemoczonych łez - Proszę, zabierz mnie z powrotem.
Nie obchodziło mnie, że to było złe i sprzeczne, i szalone. Nie obchodziło mnie, czy czyniło to mnie szaleńcem czy osobę umysłowo chorą. Nie mogłam zmienić tego, czego chciałam. Nie mogłam zapobiec moim uczuciom - chciałam wrócić do Harry'ego. Musiałam do niego wrócić. Z moją głową było coś nie tak, ale to mnie nie obchodziło. Potrzebowałam Harry'ego, żeby sprawił, że to odejdzie. Potrzebowałam jego pomocy.
- Jest dobrze, Birdy. Za niedługo wrócisz, dobrze? Za niedługo wrócisz. - Louis skinął zachęcająco głową z wymalowanym uśmiechem na swoich ustach, gdy starał się jak najlepiej, aby mnie uspokoić. - Najpierw trochę się wyśpij, okej? Wyśpisz się, a potem cię zabierzemy.
Jego ramiona owinęły się wokół mnie, nim zdążyłam zaprotestować, jednak byłam zbyt wyczerpana, aby podjąć tę walkę. Zatonęłam w jego objęciu, a łzy w miarę upływu czasu zaczynały słabnąć.



- Louis?
- No?
- Myślisz, że kiedyś będę szczęśliwa?
Przez chwilę milczał, nie odzywając się żadnym słowem, gdy pozornie zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Mam taką nadzieję, Birdy.
Lekko się uśmiechnęłam.
- Wcześniej byłam szczęśliwa, przez moment.
- Jak to się stało?
Nie miałam ochoty wyjaśniać, że Harry opowiadał mi jakieś kiepskie żarty, czułam, że chcę zachować to dla siebie, zostawić to pomiędzy mną a nim. To było zbyt osobiste, ponadto byłam zmęczona, by to wyjaśniać.
Milczałam, pozostawiając Louisa w wierze, że zasnęłam. Wtedy zamknęłam oczy, a sen stopniowo mnie zabierał, chcąc bardziej niż czegokolwiek, aby ramiona Harry'ego i tylko Harry'ego były teraz owinięte wokół mnie.



__________________________________

Obiecany rozdział. Ostatni w tym roku. Wiem, że miał być tydzień temu w Wigilię, ale nie miałam go całego, a nie chciałam go znów dzielić na części. Byłby w niedzielę, ale z okazji Sylwestra przeniosłam go na dzisiaj :) 
Z racji, że nie składałyśmy jako tako żadnych życzeń świątecznych (tak, wiem i tak nikt ich nie czyta). Ja się nie będę rozpisywać.

Życzę wam spędzenia Sylwestra z uśmiechem na twarzy, nawet jeżeli siedzicie w domu.
A w tym nowym roku, żeby było więcej tych dobrych dni niż złych.

Da bum. Koniec.

I och. Fuck. Jest już 100+ tys. wejść na bloga i 1000 komentarzy. Pewnie was to nie cieszy tak jak nas, ale i tak bardzo, bardzo DZIĘKUJEMY. 
Rozdziały wciąż będą się pojawiać co niedzielę. 
Było kilka odstępstw, ale wracamy do normy.

Zostaw po sobie komentarz.
Możesz również wyrazić swoje zdanie na twitterze z hashtagiem #LittleBirdPL.

31 komentarzy:

  1. Biedna birdy niech oni już ją zawiozą do Harrego , świetny rozdział czekam na nn @opsmyharreh

    OdpowiedzUsuń
  2. Wesołego sylwestra i szczęśliwego nowego roku, kochane!
    Super tłumaczenie, w rozdziale nie widać błędów :D
    Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  3. wesołego sylwestra !! Rozdział jest super przetłumaczony ;) Mówiłam że was kocham ? No nie ważne Kocham was. Dziękuje że to tłumaczycie <3. Biedna Birdy :'( Zabrali mi ją od Harrego, cieszę się że do niego zadzwoniła i że za niedługo wróci do Hazzy :P Kocham i czekam na nn :)
    Karolina :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, kochane tłumaczki, które irytowały mnie przez cały czas prośbami o komentarze do tego stopnia, że sama zostałam zobowiązana do zostawienia śladu po sobie. To żart, prośby o komentarze są całkiem zrozumiałe, przy ilości pracy włożonej w każdy kolejny rozdział. Myślę, że i tak jest tutaj jakoś mało ludzi jak na t a k wspaniałą historię. Przyznam się, że przeczytałam już do końca w oryginale, bo nie mogłam wytrzymać. Szczerze podziwiam umiejętności, jakie posiadacie, bo angielski, którym pisze autorka, jest miejscami bardzo (bardzo bardzo) wyszukany i zaawansowany. A co chciałam przekazać, ale jak zwykle się rozgadałam to to, że gratuluję wspaniałego tłumaczenia, wspaniałej historii o wspaniałym Harrym (kocham go w tym opowiadaniu, chociaż tak szybko się zmienia, ale, jak zgaduję, to jest to, co miłość robi z człowiekiem) i wspaniałej Birdy, która o dziwo nie irytuje mnie, jak większość wyimaginowanych ukochanych Harrego. Jest prawdziwa, jak na kogoś u boku takiego chłopaka. (Przyłapuję autorki na tym, że na tyle uwielbiają Harrego, że "wchodzą w skórę" swojej głównej bohaterki i jak najszybciej chcą go przelecieć *śmiech*). I znów, podsumowując, wielkie, wielkie dzięki za tego bloga! Jesteście wspaniałe (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to najlepszy komentarz jaki przeczytałam. Bardzo mnie cieszy, że przypadło ci ono do gustu.
      Wybrałyśmy go właśnie w powodu swojej oryginalności. Nie posiada on mnóstwa dialogów jak inne fanfiki, co zdecydowanie większość tłumaczek lubi, bo tłumaczenie staje się szybsze. Wydaję mi się, że te brytyjskie opowiadania są o wiele ciekawsze i o wiele lepiej napisane od tych amerykańskich, tutaj sławny przykład: Dark. Może historia odrobinę oklepana, ale jednak ma w sobie nutkę oryginalności i jednak każdego czytelnika chwyci za serce. I After, który cóż... stał się monotonny.
      Jednak te fanfiki napisane prostym językiem są bardziej doceniane niż te z rozbudowaną fabułą i nie opierająca się tylko na seksie.

      Usuń
  5. Smutny rozdział ;c
    Po jakiego ciula oni ją zabrali od Harry'ego? ;x Jest jeszcze gorzej niż wcześniej...
    Bardzo fajny rozdział! :)
    Czekam na nexta xx
    Całuję, @droowseex

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest najlepsze ff ever :)

    OdpowiedzUsuń
  7. niech wroci do harrego! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietny rozdzial ❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Troche wkurza mnie ta ciągła bezsilność i płacz Birdy ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. szczerze to zachowanie Birdy jest przytłaczające...
    Bardzo lubię to opowiadanie i nie powiem wciągnęła mnie od samego początku.
    Nie winie was za to, bo wy tylko to tłumaczycie. Za czo wam dziękuje że poświęcacie swój czas na to.
    Bo to opowiadanie jest oryginalne, ciekawie napisane, a wasze tłumaczenie nie ma nic do zarzutu.
    Denerwuje mnie tylko fakt, że autorka robi z głównej bohaterki taką sirotę brzydko mówiąc.
    No nic więc jeszcze raz dziękuje za tłumaczenie :*

    OdpowiedzUsuń
  11. omg kocham ich!
    niech juz bedzie z Harrym :) <3

    OdpowiedzUsuń
  12. najlepsze na swiecie. to jest po prostu mjnhbvfty

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany! :O kocham to ♥ Biedna Bridy ciekawe czy coś przyniesie im ten odstęp czasowy od siebie? Czy Harry wytrzyma te ledwe DWA dni, które dla nich będą zabijające /zapewne, strzelam w ciemno :D/ co dalej?! :O

    OdpowiedzUsuń
  14. Coo dalej? :o niech ona już do niego wróci!
    Ps. To zdecydowanie jedno z lepszych ff jakie czytałam i jestem wam wdzięczna za tłumaczenie ❤

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję za tłumaczenie ♡
    Słodko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. kocham cie i to

    OdpowiedzUsuń
  17. Chce juz kolejny rozdział :)
    Kochane ff
    Dzieki za tłumaczenie:*

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawa jestem co będzie dalej :-o
    Uwielbiam :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy next? :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przepraszam, ale najpewniej w niedzielę, nie wcześniej, może później.

      Usuń
    2. Dobrze poczekamy ile trzeba ;*

      Usuń
  20. Birdy i Harry są tacy słodcy. *_* ♥♡

    OdpowiedzUsuń
  21. Birdy i Harry są tacy słodcy. *_* ♥♡

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam to ff. Dziękuje że tłumaczysz/cie. Nie chce żebi Birdy czuła się źle. Mam nadzieje, że już niedługo z jej psychiką będzie wszystko w porządku. Ona z Harrym są tacy słodcy. Chcę żeby byli razem. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  23. Megaa*.* Dzieki za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń